Kaprun. Reaktywacja

Autor tekstu: , Data publikacji:

Austriacka Mekka polskich narciarzy – tak przez lata mówiono i pisana o Kaprun, niewielkim miasteczku w Salzburgerlandzie, słynnym z powodu lodowca Kitzsteinhorn. To tutaj stawialiśmy swoje, nierzadko pierwsze narciarskie kroki w Alpach. Nowa właśnie realizowana gigantyczna inwestycja sprawi, że najpewniej wrócimy tutaj nie tylko ze względu na sentyment.

To był nasz pierwszy studencki wyjazd w Alpy. Tak naprawdę nie wiedzieliśmy, czego się spodziewać w 1992 roku – kolejek na granicach, niemiłych celników, opłat autostradowych czy opadów śniegu, które sprawią, że nasze niewielkie auta utkną tutaj na zawsze.
Do dziś z sentymentem wspominamy tę trasę – beznadziejnie długą jazdę „gierkówką”, unikanie policji w Czechach, zakupy wolnocłowe w tzw. strefie niczyjej w przypominającym lunapark czeskim Znojmie czy wreszcie karkołomne próby (bez nawigacji!) ominięcia Wiednia przez krete drogi doliny Wachau. No i wreszcie wspaniałą autostradę z St. Polten do Salzburga.

To co zobaczyliśmy i to co doświadczyliśmy na miejscu, sprawiło, że nasze wyobrażenie o narciarstwie zmieniło się nie do poznania. I tak zostało nam do dziś. Trafiliśmy do najstarszego lodowcowego ośrodka w Austrii, który pierwszych gości na szczyt wwiózł już w 1965 (!) roku.

Fot. kitzsteinhorn.at

Bo już nawet wówczas, Kaprun – ze swoją – na dzisiejsze warunki nieco archaiczną – infrastrukturą, robiło kolosalne wrażenie. Jak choćby słynny „kret”, czyli podziemna kolej szynowa, wwożąca z samego dołu aż do Alpin Center. Warto wspomnieć, że ów „kret” stał się kilka lat później symbolem chyba najstraszliwszej tragedii w historii współczesnego narciarstwa. Wskutek pożaru w jadącej kolejce zginęło 155 narciarzy. Dziś kolei już nie ma, warto za to na chwilę przystanąć przy tablicy, upamiętniającej tą tragedię.

Od 2000 roku właściciele ośrodka poczynili bardzo duże inwestycje. Powstało kilka sekcji nowoczesnych gondoli GletscherJet 1,2,3 i 4. Wśród nich jest jedna perełka – na jednej linie, na zmianę, wypuszczane są gondole i ośmioosobowe „kanapy”, co pozwala na większy komfort w zależności od pogody. Najważniejsze jest jednak to, że GletscherJety wywożą nas z samego dołu na sam szczyt lodowca, czyli na niemal 3000 metrów w komfortowych warunkach.

Kaprun reloaded

W ostatnich latach zmieniła się też nie do poznania infrastruktura lodowcowych wyciągów. Choć pozostały dwa bardzo długie orczyki na ladowcowym plateau – Kitzlifte i Maurerlift (zamiast nich nie da się wybudować kolei linowych, bo nie ma możliwości ustawienia słupów w żywym i pracującym lodzie), powstała nowoczesna 6-cioosobowa kanapa Kristallbahn, a długi orczyk po lewej stronie lodowcowego plateau został zastąpiony przez szybką, 8-osobową kanapę. Schmiedingerbahn. Nowa jest także kolej linowa Gipfelbahn, którą wyjedziemy z Alpin Center na sam szczyt lodowca na Gipfel (3029 m), gdzie znajduje się restauracja, tunel wykuty w skale i specjalny taras z widokiem na Wysokie Taury.

Jak dziś prezentuje się narciarsko Kaprun? Nieporównanie lepiej. Lodowcowe plateau jest dokładnie takie, jakiego oczekują narciarze lubiący jazdę po lodowcach – niezbyt strome, przewidywalne, bajecznie szerokie, wręcz zachęcające do carvingu. Trasy na plateau są przygotowane doskonale, i co najważniejsze, nie ma nich grama sztucznego śniegu ani kamieni.

Szczyt lodowca Kitzsteinhorn. Fot. Tomasz Karolak

Tymczasem na dole…
Fot. Julia Zambrzycka

To czego brakuje niektórym tyrolskim lodowcom i co wyróżnia Kaprun, to prawdziwy lodowcowych kocioł poniżej 2450 m. Nartostardy są tu bardzo urozmaicone, rozszerzają się, zwężają, zmienia się z mionuty na minute poziom nachylenia. Prawdziwą perełką jest cudowna czarna trasa o wdzięcznej nazwie Black Mamba. To must have dla wszystkich fanów nie tylko ostrych przygotowywanych tras, ale także off-pistu, który można uprawiać w licznych załomach wokół niej.

3K K-onnection

Na tę inwestycję miłośnicy i fani lodowca w Kaprun czekali od dawna.
Centrum miasteczka od dolnej stacji w dolinie dzieli niemal sześć kilometrów. Wąska i nieprzyjemna droga często się korkowała, a ze względu na wąską dolinę czasami brakowało miejsc na wciskanych w skały parkingach, których praktycznie nie było już gdzie budować.

Prace nad połączeniem górującego nad Kaprun niewielkiego ośrodka narciarskiego Maiskogel i pośredniej stacji lodowcowej Langwied zaczęły się rok temu. Budżet tak samo imponujący – ponad 80 milionów euro – jak i jej skala – połączenie superszybką koleją linową centrum miasteczka ze szczytem Maiskogel i lodowcem.

Budowę podzielono na dwa etapy. Od grudnia działa już pierwsza sekcja. To nowoczesna i szybka 10-cioosobowa kolej gondolowa Maiskogelbahn (768 – 1570 m n.p.m.), która wwiezie nas na szczyt Maiskogel. Przy dolnej stacji powstaje powoli Kaprun Center, które w założeniu ma być centrum narciarskim Kaprun. Znajdą się tu kasy, duża wypożyczalnia i serwis sprzętu oraz parkingi.

Już w przyszłym roku w grudniu zostanie uruchomiona druga docelowa sekcja inwestycji – połączenie szczytu Maiskogelbahn ze stacją pośrednią na lodowcu – Langwied, gdzie będziemy mogli się przesiąść w GletscherJet2 i udać się w dalszą podróż na szczyt. Będzie ją obsługiwać trójlinowa (odporna na wiatr) 32-gondolowa kolej, poruszająca się z prędkością 8m/s. Dystans ponad 4 kilometrów pokona w ok. 9 minut.

Dzięki połączeniu lodowca z niżej położonym terenem narciarskim w Maiskogel umożliwi „ucieczkę”  w niższe partie gór w razie mocno niesprzyjającej pogody.

Nie tylko lodowiec, nie tylko narty

Ale pamiętajmy, że Kaprun to nie tylko lodowiec. Do ośrodka należy także sąsiedni ośrodek narciarski, położony nad malowniczym jeziorem Zell am Zee. Tereny wokół szczytu Schmittenhohe także przeszły w ostatnich latach metamorfozę – powstały to dwie szybkie i nowoczesne gondole, prawdziwą atrakcją jest także odbywająca się kilka dni w tygodniu nocna jazda z widokiem – bodaj jedynym w całej Austrii – na zamarznięte jezioro.

© Zell am See-Kaprun Tourismus

Kaprun to także nie tylko sport. Warto wybrać się na spotkanie z lokalną legendą, Fritzem Sendlhoferem, znanym hodowcą… własnej brody. To drwal z dziada pradziada, z regionem związany od pokoleń. Dziś Fritz zaprasza na wieczorne rozmowy, serwując przy tym domowe piwo i Pinzgauer Kasnocken, czyli serowe pierogi. Warto też udać się z wizytą do Unteraigen hutte przy  Maiskogel i zdegustować niespotykanych sznapsów. Destylarnię od kilkudziesięciu lat prowadzi rodzina Rattensberger. Jej szef, Toni, produkuje rocznie nawet 1,5 tys. litrów alkoholu, w tym słynnego Williamsa czy Apple Cuvée.

Ciekowostką jest także elektrownia (jej „elektryczny” fragment zobaczymy jadąc w kierunku dolnej stacji lodowca). Nad doliną , na wysokości ponad 2000 m, położone są dwa jeziora, ograniczone 100-metrową tamą. Turbiny tu pracujące generują 830 MW energii.

Dyskusja

Co myślisz o artykule?

Business Traveller

Dołącz do dyskusji