Santo Domingo, czyli dominikański powrót do świetności

Autor tekstu: , Data publikacji:

Nasz korespondent James Henderson przekonuje, że stolica Republiki Dominikańskiej to jedno z ciekawszych miejsc, do jakich warto wybrać się tego lata.

Jak wiadomo, turyści pragną wynieść ze swoich podróży wiele niezapomnianych przeżyć oraz poczucie obcowania z autentyczną historią danego miejsca. Santo Domingo spełnia oba te warunki. Można tu, na przykład, przejść się po tych samych barwnie zdobionych płytkach aguayo i wykładanych cegłą dziedzińcach, jakimi w XVIII wieku spacerowali ówcześni mieszkańcy miasta. Ale historia stolicy Republiki Dominikańskiej sięga znacznie dalej, a niektóre tutejsze uliczki pamiętają czasy hiszpańskich konkwistadorów.

Santo Domingo jest jednym z kilku klimatycznych miast kolonialnych regionu Karaibów, takich jak kolumbijska Kartagena, Old San Juan w Portoryko czy też kubańska Hawana. Jest ono także najstarsze z nich,  gdyż jego założycielem był brat Krzysztofa Kolumba – Bartłomiej, który na wyspie Hispanioli ustanowił pierwszą osadę. Co ciekawe, tutejsze budynki, choć wzniesione na początku XVI wieku, przypominają europejskie konstrukcje z czasów średniowiecznych, co odróżnia to miejsce od innych postkolonialnych miast Ameryki Łacińskiej, gdzie architektura tamtego okresu jest na wskroś barokowa.

 

Świetlana przyszłość

Właśnie dobiega końca czteroletni program renowacji zabytkowej dzielnicy kolonialnej Santo Domingo. Kosztem niemal 31,5 miliona dolarów wyremontowano okoliczne chodniki, ułożono pod ziemią instalacje, a ulice obsadzono bujną zielenią i zamontowano na nich stylowe latarnie. Odrestaurowano także fasady niemal 80 budynków, ale zdecydowanie najbardziej rzuca się w oczy inna zmiana: znad głów mieszkańców i turystów zniknęła plątanina przewodów elektrycznych i telefonicznych, którą w całym regionie Karaibów nazywa się żartobliwie zjawiskiem podniebnego spaghetti.

Dodatkowe 100 milionów dolarów wyłożyli prywatni inwestorzy, adaptując okoliczne budynki na kawiarnie, hotele i galerie sztuki. Wszystko to spotyka się z niemałym uznaniem ze strony turystów odwiedzających najstarsze miasto Nowego Świata.

Z wyczuciem smaku

Hotel Billini, który mieści się w dawnym klasztorze wzniesionym na początku XVI wieku, jest niezwykłą, a zarazem wysmakowaną mieszanką dwóch epok. Goście obiektu mogą korzystać w pokojach z najnowocześniejszych rozwiązań technologicznych (stacje dokujące do ipoda, nagłośnienie Bang & Olufsen), a także bliżej poznać historię tego miejsca, podziwiając odsłonięte fragmenty jego starych murów. Podczas prac renowacyjnych odkryto i przywrócono do dawnej świetności koralowo-krzemienne filary z 1550 roku.

Obecny wygląd hotelu jest zasługą Rosadeli Serulle, dominikańskiej projektantki, która kształciła się za granicą.
– Postanowiliśmy połączyć odrestaurowane elementy budynku z nowoczesnym designem. Dlatego zdecydowaliśmy się odkryć fragmenty starych murów obiektu, a zarazem uzupełnić go o wszelkie nowinki techniczne, aby wyróżnić się na tle konkurencji – wyjaśnia.

We wnętrzach budynku wzrok przykuwają wyraziste akcenty w kolorze szkarłatu, jak również haitańskie dzieła sztuki. Nic w tym dziwnego, ponieważ właściciele hotelu są Haitańczykami. Billini wyróżnia się także przestronnym tarasem z basenem na dachu oraz barem wychodzącym na plac przed XVI-wiecznym kościołem.

W mieście wyrastają dziś nowe hotele, bary i restauracje, ale nie zawsze tak było. Od 1965 roku liczba ludności mieszkającej w obrębie murów miejskich zmniejszyła się z 35 do 8 tysięcy. Przez wiele lat nowe inwestycje pojawiały się w innych częściach stolicy – początkowo na wybrzeżu, a nieco później w głębi lądu wznoszono nowe luksusowe wille, apartamentowce i hotele sieciowe, a przy alejach Winstona Churchilla i Abrahama Lincolna powstało centrum finansowe z kilkunastoma strzelistymi drapaczami chmur.

Powrót do życia

Druga faza odbudowy zabytkowego centrum jest jeszcze bardziej ambitna od pierwszej. Jej celem jest ożywienie starego miasta, jak również dalsza poprawa okolicznej infrastruktury.

Głównym architektem nadzorującym ten projekt jest Maribel Villalona. – Współczesne podejście do ochrony zabytków zakłada, że powinny one być częścią żywej tkanki miasta – przekonuje.
– Sukcesem drugiego etapu rewitalizacji będzie podwojenie liczby mieszkańców strefy kolonialnej i przywrócenie jej do życia. Chcemy także aktywnie zachęcać turystów do zwiedzania tego wyjątkowego miejsca – dodaje.

Aby cel ten udało się zrealizować, rząd Republiki Dominikańskiej udzielił stolicy gwarancji pod pożyczkę w wysokości 90 milionów dolarów zaciągniętą w Międzyamerykańskim Banku Rozwoju. Władze prognozują, że przyczyni się to do powstania w okolicy niemal 500 nowych firm, w tym niezwiązanych z turystyką, jak również kolejnych barów, restauracji, pensjonatów oraz galerii.

Konkurs na projekt drugiego etapu wygrał hiszpański architekt Rafael Moneo, który zaproponował, by oprócz kontynuowania prac rozpoczętych w pierwszej fazie otworzyć także mury miasta dla zwiedzających, jak również poddać rewitalizacji kolejne muzea, atrakcje turystyczne oraz fasady 120 budynków. Program skoncentruje się również na potrzebach społeczności lokalnej. Zaniedbane przestrzenie publiczne przestaną wreszcie straszyć swoim wyglądem, a ponad 200 prywatnych domów przejdzie swoisty face-lifting.

Można również zauważyć, że w ostatnich latach zmieniło się podejście decydentów do metod rewitalizacji zabytkowego obszaru Santo Domingo. W latach 80. ubiegłego wieku panowało przekonanie, że zabytkowe obiekty powinny wyróżniać się na tle okolicznych zabudowań. W rezultacie zabytkowe budowle poddane renowacji ponad 30 lat temu stoją dziś osamotnione na dużych otwartych przestrzeniach, jakby z dala od tętniących życiem ulic, które nadają Dominikanie swoisty koloryt.

Przeciwieństwem tych posępnych gmachów jest nowoczesne Muzeum Dziedzictwa Morskiego w dzielnicy Atarazana, zajmujące budynek dawnego Królewskiego Urzędu Celnego (Royal Customs House), przez który przez ponad dwa stulecia przechodziły wszystkie towary przywożone na Karaiby.  Muzeum poświęcone jest morskiej historii Dominikany, a w jego kolekcji znajdują się m.in. wraki zabytkowych statków oraz makiety żaglowców w skali 1:1. Nie brakuje tu również ciekawych interaktywnych ekspozycji audiowizualnych. Godne uwagi są również artefakty wydobyte z dna morza, takie jak stare działa okrętowe, fajki, grzebienie i monety sprzed kilkuset lat.

Ukryte miasto

Miasta Ameryki Łacińskiej potrafią oczarować niemal każdego turystę. Przechadzając się ich uliczkami, przez otwarte okna i drzwi okolicznych budynków dostrzeżemy wiele na pozór nieistotnych detali, które razem tworzą jedną intrygującą całość: tu oryginalny łuk romański, tam zabytkowy fresk na ścianie, gdzie indziej rodzina spożywająca razem kolację. Jednak w Santo Domingo możemy poznać te urokliwe domostwa również od środka dzięki kolekcji Casas del XVI, czyli zabytkowych rezydencji
pod wynajem.

Każda casa ma własny wewnętrzny dziedziniec, a w jej środku znajdują się odrestaurowane meble z epoki i liczne artefakty, w tym pamiątki religijne, które pomagają oddać ducha dawnego Santo Domingo. Na ścianach Casa de las Mapas wiszą mapy z czasów kolonialnych, a w wystroju Casa del Disenador postawiono na detale nawiązujące do mody (dom ten należał niegdyś do projektanta Oscara de la Renty). Wszystkie te rezydencje są prawdziwymi oazami spokoju, a przy tym oferują gościom wszelkie współczesne udogodnienia, a także usługę lokaja i konsjerża.

We wnętrzach wielu zabytkowych budynków dzielnicy kolonialnej otwierają się nowoczesne bary i restauracje, gdzie wieczorami rozbrzmiewają gorące rytmy merengue i jazzu.

– Santo Domingo jest nieoszlifowanym diamentem, który z dnia na dzień staje się coraz piękniejszy. Jestem przekonana, że miasto to czeka świetlana przyszłość – konstatuje Rosadella Serulles z hotelu Billini.

 

Dyskusja

Co myślisz o artykule?

Business Traveller

Dołącz do dyskusji