Marzena Mróz: Trufla mieści się w wyjątkowym miejscu – w ponad 120-letnim domu w samym sercu Konstancina-Jeziorny. Co sprawiło, że to właśnie ten budynek stał się domem dla Pani restauracji?
Marta Malinowska: Ten dom urzekł mnie od pierwszej chwili. Zbudowany w 1899 roku, otoczony starymi drzewami, ma w sobie historię, którą czuć jeszcze zanim pojawi się cokolwiek na talerzu. Kiedy weszłam tu po raz pierwszy, zobaczyłam nie tylko przestrzeń, ale potencjał do stworzenia miejsca pełnego emocji i ciepła. Oryginalne mahoniowe deski, lekko krzywe, miękko wygięte przez czas, opowiadały o ludziach, którzy tu byli. Ten dom po prostu czekał na swoje nowe życie i na Truflę.
Marzena Mróz: Gościnność zdaje się być jednym z filarów Pani filozofii. Co ona dla Pani oznacza?
Marta Malinowska: Gościnność to dla mnie więcej niż uprzejmość. To troska o drugi człowieka- czasem w postaci uśmiechu, a czasem w formie dania, które koi po trudnym dniu. Chciałam stworzyć miejsce, w którym można na chwilę zapomnieć o pośpiechu. W Trufli każdy detal, muzyka, światło, zapach- ma sprawić, żeby goście czuli się otuleni domowym ciepłem. Gościnność to atmosfera, nie instrukcja obsługi.
Marzena Mróz: Trufla – jak sama nazwa wskazuje – celebruje trufle. Jak zrodziła się ta idea?
Marta Malinowska: Trufle od zawsze mnie fascynowały. Ich szlachetny aromat potrafi zmienić charakter całej potrawy. Uznałam, że to idealny motyw przewodni dla kuchni, która opiera się na prostocie smaku, na jego czystej esencji. Dlatego w menu mamy przegrzebki z truflą, aromatyczną bouillabaisse, sandacza na truflowym risotto czy stek z aksamitnym, truflowym purée. Ale chcę to podkreślić: dania bez trufli są równie ważne. Każde z nich powstaje z taką samą czułością i konsekwencją.
Marzena Mróz: W Trufli organizowane są również „Trufla Wine Nights”. Brzmi to jak uczta nie tylko dla podniebienia.
Marta Malinowska: To absolutnie magiczne wieczory. Gotowanie odbywa się na oczach gości, wino ma swoje historie, muzyka splata się z zapachami, a każda potrawa staje się przeżyciem. Chciałam, by te wydarzenia były czymś więcej niż kolacją – momentem zatrzymania. Chwilą, którą zabiera się do domu.
Marzena Mróz: Jak wygląda Pani rola w restauracji na co dzień?
Marta Malinowska: Jestem tu od rana do późnego wieczora. Czuwam nad menu, nad muzyką, nad tym, jakie świece dziś zapalimy. Dla mnie każdy detal jest częścią tej opowieści. Trufla dojrzewa jak dobre wino – z pasji, uporu, pracy i miłości do gości. Ale muszę to powiedzieć jasno: bez mojego zespołu nie byłoby tej magii. To ludzie, którzy tworzą Truflę razem ze mną.
Marzena Mróz: Trufla to miejsce z duszą. Co jest dla Pani najważniejszym jej fundamentem?
Marta Malinowska: Szczerość. W kuchni, w relacjach, w atmosferze. Chciałam stworzyć przestrzeń, do której ludzie będą wracać nie tylko po smak, ale po doświadczenie. I mam poczucie, że właśnie to się dzieje. Trufla jest opowieścią o marzeniu, które dojrzewało latami i w końcu znalazło swój dom.
Marzena Mróz: Jak chciałaby Pani, aby goście zapamiętali Truflę?
Marta Malinowska: Jako miejsce, gdzie pasja spotyka smak. Gdzie historia miesza się z nowoczesnością, a każda wizyta zostawia w pamięci ciepło. Jeśli goście wychodzą stąd szczęśliwsi, spokojniejsi, bardziej „zaopiekowani” – to wiem, że Trufla wypełnia swoją misję.





