Klasa Ekonomiczna à la carte

, Data publikacji:

Nigdy wcześniej na trasach długodystansowych pasażerowie nie mogli liczyć na taki wybór usług i produktów jak obecnie. Co przyniesie przyszłość?

Niektórzy przewoźnicy posiadają w ofercie nawet sześć różnych taryf w Klasie Ekonomicznej. Nie trzeba być wróżbitą, by stwierdzić z niemal całkowitą pewnością, że tanie loty długodystansowe zagościły w branży lotniczej na stałe. A wszystko zaczęło się w 2014 roku, kiedy to linie Norwegian uruchomiły regularne połączenia z Londynu przez Atlantyk, co wywołało małą rewolucję w przemyśle lotów pasażerskich.

Norwegian kuszą pasażerów atrakcyjnymi cenami biletów, powielając na trasach długodystansowych model działania, jaki przewoźnicy niskokosztowi stosują przy rejsach na krótkich trasach. Ktoś zapyta, jakim cudem tanie linie są w stanie wyjść na swoje pomimo niskich cen biletów. Wyjaśnienie jest dość proste. Zazwyczaj wraz z tanim biletem nie idą w parze żadne dodatkowe przywileje oprócz gwarantowanego miejsca na pokładzie. Za wszystkie inne udogodnienia trzeba dopłacić. I tak też wygląda to w przypadku linii Norwegian. Skandynawski przewoźnik każe sobie płacić za możliwość wyboru fotela, nadanie bagażu, a nawet posiłki na pokładzie. Tym samym do niskiej ceny biletu należy doliczyć jeszcze całkiem sporą sumę. Mimo to strategia ta dobrze się sprawdza.

Do czasu rewolucji wywołanej przez Norwegian szefowie dużych linii lotniczych na pytanie, czy tanie loty długodystansowe są realne, zgodnie odpowiadali, że być może na krótkich trasach pasażerowie chętnie zapłacą za posiłek, ale podczas rejsów długodystansowych taki model się nie sprawdzi. To samo miało ponoć dotyczyć opłat za wybór fotela, nadanie bagażu i inne udogodnienia. Przekaz był jasny: tanie przewozy były dobrym rozwiązaniem na trasy krótkie – na długie już nie. Mimo to norweski przewoźnik na trasach przez Atlantyk z łatwością osiąga zapełnienie maszyn rzędu 80 procent i cały czas dynamicznie się rozwija. Jeszcze w tym roku jego flotę zasili 11 egzemplarzy modelu Boeing 787-9 Dreamliner, 12 sztuk modelu Boeing 737 MAX 8 oraz dwa samoloty 737-800, dzięki czemu średnia wieku jego maszyn spadnie do 3,6 roku. Nic więc dziwnego, że widząc spektakularny sukces, jaki odnieśli Skandynawowie, tradycyjni przewoźnicy zostali zmuszeni do zmiany swojej strategii.

Przełomowe rozwiązanie

Linie British Airways należały do niechlubnego grona operatorów, którzy początkowo bagatelizowali istnienie realnego zagrożenia ze strony niskokosztowców. Rok przed uruchomieniem przez linie Norwegian pierwszego połączenia przez Atlantyk szef grupy IAG, do której należą BA, stwierdził, że wejście Norwegów do tego segmentu jest mało istotne. Jednak już trzy lata później BA najwidoczniej zmieniły zdanie, uruchamiając konkurencyjne wobec Norwegian połączenia z Londynu do Fort Lauderdale i Oakland – miast, które BA ignorowały… dopóki nie zaczęły do nich latać linie Norwegian. Następnie IAG stworzyła swoją własną tanią linię o nazwie Level, która miała obsługiwać długodystansowe loty z Barcelony do Los Angeles, Oakland, Punty Cany i Buenos Aires.

Wszystkie te połączenia okazały się umiarkowanym sukcesem. Ostatnim dotychczas aktem tej telenoweli było złożenie przez IAG oferty kupna Norwegian, jednak w chwili oddania tego artykułu do druku nie wiemy, czy transakcja ta dojdzie ostatecznie do skutku. Jednak skandynawski przewoźnik wywarł wpływ na branżę także pod innym względem, udowadniając konkurencji, że pasażerom tak bardzo zależy na tanich biletach, że są w stanie zapłacić jedynie za przelot i ewentualnie dopłacić za pozostałe usługi, które linie nazywają przychodami dodatkowymi. Nic więc dziwnego, że coraz więcej linii zaczyna stosować taką strategię.

Na początku tego lata Grupa Lufthansa wraz z liniami partnerskimi SWISS, Brussels Airlines i Austrian Airlines wprowadziły do cennika lotów przez Atlantyk bilety dla pasażerów podróżujących bez bagażu rejestrowanego (tzw. taryfa HBO/hand-baggage only). Niemiecki przewoźnik ma nadzieję, że nowa taryfa przypadnie do gustu zwłaszcza pasażerom, którym zależy na jak najniższej cenie biletu i którzy podróżują jedynie z bagażem podręcznym.

Lekkie taryfy (HBO) są oferowane także m.in. przez linie Alitalia, Delta, i Air France-KLM, natomiast British Airways wprowadziły w ostatnich miesiącach taryfę Basic Economy, której cena zawiera posiłki pokładowe, możliwość wniesienia do kabiny dwóch sztuk bagażu podręcznego oraz opcję uiszczenia części płatności za bilet punktami Avios (programu lojalnościowego BA).

Irlandzkie linie Aer Lingus, zahartowane niemal 20-letnią rywalizacją z niskokosztowym przewoźnikiem Ryanair (co doprowadziło je niemal do bankructwa), również nie zasypiają gruszek w popiele i już od ubiegłego roku oferują pasażerom własną taryfę HBO o nazwie Saver Fare.

– Wiemy, jak skutecznie konkurować z tanimi liniami – mówi Declan Kearney, dyrektor ds. komunikacji w Aer Lingus. – Kiedy w 2001 roku staliśmy na krawędzi bankructwa, postanowiliśmy przeobrazić się w linię niskokosztową. Tak też się stało. Okroiliśmy nasz produkt na trasach krótkodystansowych, a na długich dystansach nadal oferujemy rejsy w maszynach dysponujących luksusową Klasę Biznes, ale po bardzo konkurencyjnych cenach. Co prawda na trasach przez Atlantyk Norwegian nadal wygrywa ceną (Norwegian 99 euro za lot w jedną stronę; Aer Lingus 159 euro), ale wychodzimy z założenia, że 60 euro różnicy to niewielka cena za dodatkowe udogodnienia podczas 7,5-godzinnego lotu. Wychodzimy z założenia, że podczas nocnych lotów przez Atlantyk pobieranie od pasażerów opłat za możliwość wypożyczenia koca jest czymś bardzo niestosownym – dodaje.

Również linie Virgin Atlantic wprowadziły ostatnio trzy różne taryfy dla Klasy Ekonomicznej, w tym opcję HBO.

Zarabiaj, gdzie się da

Jak to się stało, że przewoźnicy tak szybko i chętnie wprowadzili do swojej oferty nowe taryfy? Odpowiedź jest prosta: dzięki potędze Internetu. Kiedy szukamy w sieci połączeń lotniczych, wyszukiwarki starają się znaleźć dla nas opcje najbardziej korzystne cenowo. Dlatego też na szczycie listy pojawiają się najpierw bilety z taryfami HBO. Dopiero po wejściu na stronę danej linii dowiemy się, że do ceny taniego biletu należy doliczyć jeszcze opłatę za bagaż rejestrowany albo gorący posiłek. Jednak niska cena przelotu zwykle robi swoje i mimo wszystko postanawiamy zarezerwować taki goły bilet.

Od tej chwili czeka na pasażera istny festiwal opłat dodatkowych. O dopłacie za bagaż rejestrowany już wspomnieliśmy – jak jeszcze zarabiają na nas przewoźnicy? Choćby na możliwości wyboru fotela i naliczaniu dodatkowych opłat za miejsca gwarantujące nieco lepszy komfort lotu, na przykład nieco więcej przestrzeni na nogi.

Niektóre linie za dopłatą oferują również lepsze posiłki w Klasie Ekonomicznej. Z opcji tej możemy skorzystać na przykład w samolotach linii British Airways. Co prawda nowa taryfa o nazwie Basic Economy (HBO) nie pozwala pasażerowi na wybór miejsca w samolocie, ale w cenę nadal wliczone są posiłki, rozrywka pokładowa, słuchawki i koc. Tymczasem nowe tanie linie, takie jak Primera i Level, wychodzą z założenia, że pasażer może zabrać na pokład swój własny koc, a rozrywkę zapewni mu jego własny tablet.

Zapewne chętnie zapłaci także za posiłek, pod warunkiem że będzie on lepszy od tego, co standardowo serwuje się w Klasie Ekonomicznej. Można przypuszczać, że niebawem do taryf HBO (a być może także tych droższych) przewoźnicy będą oferować pasażerom również odpłatny dostęp do Wi-Fi (tańszy przy wcześniejszej rezerwacji tej usługi), a oprócz wliczonej w cenę rozrywki pokładowej także odpłatne treści typu premium. Trzeba przyznać, że byłaby to dość interesująca opcja, pod warunkiem że nie oznaczałoby to okrojenia podstawowych usług dostępnych w cenie biletu.

Zmiana taktyki

Jak na ironię linie Norwegian, które rozpoczęły tę rewolucję, prawdopodobnie dostrzegły po jakimś czasie, że choć pasażerowie lubią niskie ceny, to cenią sobie także komfort podróży. Po czterech latach od uruchomienia przez Skandynawów tanich rejsów przez Atlantyk widać, że decyzja była strzałem w dziesiątkę. Jakby tego było mało, przewoźnikowi udało się uzyskać wysoki współczynnik zapełnienia miejsc typu premium, które przynoszą mu największe dochody. Dlatego też nowe dreamlinery b787-9 latające w barwach norweskich linii posiadają większe kabiny Klasy Premium, mieszczące 56 foteli (wcześniej 35). Norwegian stara się także przekonać do siebie pasażerów biznesowych, którzy chętnie płacą więcej za wyższy komfort podróży. W tym celu linie zwiększyły m.in. częstotliwość rejsów na trasach z londyńskiego lotniska Gatwick do Nowego Jorku.

Jeśli czytacie ten artykuł, siedząc w wygodnej Klasie Biznes i myśląc sobie, że zmiany te was nie dotyczą, to bardzo się mylicie. Kiedy przewoźnicy stracą opory przed naliczaniem opłat za dodatkowe usługi, zaczną również wdrażać tę strategię we wszystkich klasach podróży na pokładach swoich samolotów. Paradoksalnie pasażerowie mogą na tych zmianach skorzystać, ponieważ zamiast mało smacznego posiłku wliczonego w cenę będą mogli wybrać sobie za dopłatą dania, które przypadną im do gustu. Co ciekawe, wielu przewoźników posiada już technologię, która to umożliwia. Linia Level uruchomiła w tym roku na pokładach swoich maszyn opcję mobilnych płatności Pair and Pay, dzięki której pasażerowie mogą płacić za usługi za pomocą swoich smartfonów. Zasada działania tego systemu jest prosta: po sparowaniu smartfona z systemem rozrywki pokładowej pasażer może dokonywać płatności m.in. za posiłki, napoje, Wi-Fi, zestawy podróżne oraz produkty bezcłowe. Przewoźnik zamierza także wykorzystywać tę technologię do pobierania opłat za filmy i muzykę dostępną na pokładach samolotów.

Czy pozostałe linie również podążą tym śladem? Według Akbara Al Bakera, dyrektora generalnego Qatar Airways Group i głównego udziałowca w grupie IAG, w przypadku Qatar Airways jest to mało prawdopodobne.
– Nie planujemy takich zmian, choćby ze względu na to, że naliczanie dodatkowych opłat byłoby zbyt skomplikowane. Co prawda British Airways muszą to robić, aby konkurować z rywalami, ale moim zdaniem wielu pasażerów woli korzystać z usług linii, w których wszystkie usługi wliczone są w cenę. Kiedy podróżujemy tanią linią, która nalicza opłaty za wszystkie dodatkowe usługi, może się okazać, że koszt takiego rejsu nie różni się znacznie od biletu w Klasie Ekonomicznej u typowego przewoźnika – argumentuje.

Trudno się z tym nie zgodzić. Po doliczeniu do ceny taniego biletu opłaty za bagaż, posiłki i inne usługi może się okazać, że lot regularną linią byłby bardziej opłacalny.
– Oczywiście pasażerowie zwracają zwykle uwagę jedynie na cenę samego przelotu, ale potem, kiedy dochodzą do tego kolejne opłaty, nieraz rzednie im mina – tłumaczy Al Baker. – Panuje przekonanie, że tanie linie oferują dobry stosunek jakości do ceny. Być może w stwierdzeniu tym tkwi ziarnko prawdy, zwłaszcza kiedy mowa o połączeniach krótkodystansowych. Jednak w przypadku dłuższych rejsów wystarczą dwa odpłatne posiłki, by całościowy koszt podróży zrównał się z ceną biletu u tradycyjnego przewoźnika – dodaje.

Czy więc płatne usługi na pokładach samolotów staną się wkrótce normą? Czas pokaże.

Prekursorzy tanich lotów długodystansowych

W 1977 roku angielskie linie lotnicze Skytrain złamały monopol na loty transatlantyckie, który należał do kartelu British Airways, Pan Am i TWA, początkując tym samym rewolucję tanich połączeń. Skytrain oferowały pasażerom bilety w jedną stronę z lotniska Gatwick do Nowego Jorku w cenie 59 funtów (mniej więcej 400 obecnych funtów), przydzielane według zasady: „kto pierwszy, ten lepszy”. Jak na owe czasy była to tak atrakcyjna oferta, iż chcąc zakupić wymarzony bilet, Brytyjczycy przybywali do Londynu z najodleglejszych zakątków kraju, by odstać swoje w kilkugodzinnej kolejce do kasy na lotnisku Gatwick i londyńskim dworcu Victoria.
Kilka lat później w ślady Skytrain poszedł amerykański przewoźnik niskokosztowy People Express, oferujący rejsy na trasie z Gatwick do Nowego Jorku w cenie 130 funtów.

Wydawało się wtedy, że tanie bilety na loty przez Atlantyk na stałe zagoszczą w ofercie przewoźników. Jednak stało się inaczej. Skytrain i People Express pogubiły się w rachunkach i w rezultacie nie utrzymały się na rynku. Dlatego przez ponad trzy dekady jedynym sposobem na zdobycie niedrogiego biletu na lot przez Atlantyk była podróż poza sezonem.
Alex McWhirter

Jak to się stało, że przewoźnicy tak szybko wprowadzili do swojej oferty nowe taryfy? Odpowiedź jest prosta: dzięki potędze Internetu. Kiedy szukamy w sieci połączeń lotniczych, przeglądarki starają się znaleźć opcje najkorzystniejsze cenowo.

Co w klasie ekonomicznej?
Posiłki

Najtańsze linie lotnicze często serwują je odpłatnie.
Bagaż
W najniższych taryfach bagaż rejestrowany jest dodatkowo płatny.
Miejsca na pokładzie
W najniższych taryfach przydzielane są dopiero podczas odprawy.
Możliwość zmian
W przypadku tanich biletów nie ma możliwości dokonywania zmian – bilety typu flex (możliwość zmian) są zazwyczaj
sporo droższe.
Rozrywka
Większość linii lotniczych zapewnia bezpłatną rozrywkę pokładową, choć wiele z nich pobiera opłaty za słuchawki.

Dyskusja

Co myślisz o artykule?

Business Traveller

Dołącz do dyskusji