Tajemnice Cymru

Autor tekstu: , Data publikacji:

Kraj znany ze skomplikowanego języka, paru niezłych piłkarzy i zmagań z angielskimi władcami, odkrywa przed nami zaskakujące oblicze – bo co właściwie może mieć wspólnego Walia z Japonią, w dodatku kulinarnie?

Kiedy Tolkien pisał swoją słynną trylogię, fikcyjny dialekt swoich bohaterów oparł o język walijski. Nie przyczyniło się to do masowego wzrostu liczby mówiących po walijsku na świecie, ale z pewnością wiele osób doceniło śpiewność i gotycką tajemniczość w imionach czy nazwach krain tolkienowskiego świata. Walijczycy swój kraj nazywają Cymru (nazwa Wales to określenie angielskie), a samych siebie Cymry, co oznacza „swojaka”.

Nic zatem dziwnego, że i nazwy potraw mają Walijczycy (a może wypadałoby napisać „cymranie”?) niezwykle – z naszego punktu widzenia – oryginalne. Weźmy na przykład Tatws pum munud, co oznacza duszone mięso, czy też Crempog, to z kolei są naleśniki. Albo Picau ar y maen – któż by się domyślił, że pod tym dźwięcznym mianem kryją się tradycyjne, okrągłe walijskie ciasteczka? Są w Walii niezwykle popularne, najlepiej pochłania się je tuż po pieczeniu, ciepłe, posypane cukrem pudrem.

Picau ar y maen zrobić można niezwykle łatwo i szybko, bo w zaledwie 20 minut. Potrzebujemy do tego 280 gramów mąki, 60 gramów cukru, nieco ponad

2 łyżeczek proszku do pieczenia, po jednej czwartej łyżeczki soli, cynamonu oraz gałki muszkatołowej. Do tego dochodzi 120 gramów masła i jedna trzecia filiżanki rodzynek, można też dodać skórkę pomarańczową. Potrzebne jest jeszcze jedno lekko ubite jajko oraz 4 łyżki stołowe mleka. Do miski wrzucamy mąkę, cukier, proszek, sól, cynamon, gałkę muszkatołową oraz pokrojone w kostkę masło. Wszystko to mieszamy a  potem dodajemy rodzynki (i skórkę), jajko i mleko. Mieszamy, by powstało ciasto. Następnie przenosimy je na stolnicę i rozgniatamy  na grubość niespełna centymetra. Potem wycinamy kółka (lub inne kształty) i smażymy je po obu stronach na patelni przez około 5 minut. Ciasteczka muszą mieć złocisto-brązowy kolor, a ciasto w środku powinno być delikatnie upieczone. Można je posypać cukrem pudrem, posmarować dżemem, polać miodem albo posmarować słonym masłem – w każdej z tych wersji są przepyszne.

Czy można by się spodziewać, że kulinarnie Walia może mieć coś wspólnego z Japonią? Raczej nie? A jednak. I tym czymś są czarne wodorosty. Tak Japończycy, jak i Walijczycy zajadają się nimi ze smakiem – w krainie Cymru przybierają one postać potrawy zwanej laverbread. Jest to tradycyjne i pyszne (choć wygląda niezbyt zachęcająco) danie z wodorostów, przyrządzane z owocami morza, rybą lub mięsem – bekonem lub kiełbasą.

Wodorostów, zwanych laver, można sobie nazbierać na skalistych wybrzeżach Walii (gdyby ktoś akurat tam trafił i mu się chciało), ale można je też zamówić przez Internet. Świeże należy gotować przez trzy kwadranse, takie ze sklepu wystarczy podgrzać na maśle i dosmaczyć sokiem pomarańczowym, solą oraz pieprzem. Na talerzu wodorosty wyglądają jak coś w rodzaju błota, ale nie najlepsze wrażenia wizualne wynagradza ich smak. Ponurą kolorystykę możemy przełamać zielenią bazylii lub czerwienią podsmażonych pomidorów. Generalnie – wodorosty to zaskakujący dodatek do wszystkiego.

Jedną z najbardziej znanych kulinarnych propozycji walijskich jest Welsh Rarebit – można w tej nazwie rozpoznać słowo „rabbit” (królik) – a określenie „rarebit” jest podobno pozostałością z czasów dawnych głodów, kiedy królik bywał ogromną rzadkością. Być może dlatego w tym daniu królika nie uświadczymy, a gdybyśmy chcieli jego nazwę zamerykanizować, to nazwalibyśmy je po prostu tostem z serem.

By je przygotować, potrzebujemy 4 kromek chleba, 25 dekagramów masła, musztardy, sosu Worcesterhisre (koniecznie!), pieprzu kajeńskiego, sera cheddar (inny jest niedozwolony), a także pół szklanki piwa typu ale. Chleb opiekamy z dwóch stron i wkładamy do naczynia żaroodpornego. Dodajemy pozostałe składniki i pieczemy w piekarniku przez 10 minut. I to właściwie wszystko – otrzymujemy w efekcie tosty, które możemy udekorować w zależności od fantazji: pomidorami, jajkiem, zieleniną.

O kuchni walijskiej można pisać długo i namiętnie – na odkrycie czeka bara birth (tradycyjne ciasto z bakaliami), pieczony łosoś czy też baranina. Walia ma do zaoferowania światu nie tylko tolkienowską nowomowę, ale także niezwykłe i zaskakujące smaki.

Dyskusja

Co myślisz o artykule?

Business Traveller

Dołącz do dyskusji