Kapitan Tadeusz Wrona: „Nie jestem Ikarem”

Autor tekstu: , Data publikacji:

Z Tadeuszem Wroną, kapitanem boeinga 767, który 1 listopada awaryjnie wylądował na Okęciu rozmawia Marzena Mróz

Panie kapitanie, przede wszystkim gratulacje od Czytelników Business Travellera! To był wielki wyczyn.

Dziś myślę, że to opatrzność czuwała nade mną. Bo przecież mimo procedur i wytycznych, nie można było przewidzieć końcowej fazy naszego lotu. A że nikt się nawet nie skaleczył, to był cud. Ujmę to tak: opatrzność czuwała, a cud się zdarzył.

Woli Pan stąpać po ziemi, czy lepiej się Pan czuje w powietrzu?

Wolę unosić się w przestworzach, ale nie przy pomocy silników przypiętych do skrzydeł. Uwielbiam szybować po niebie, unosić się jak ptak. Sterując szybowcem, nie można w dowolnej chwili nabrać wysokości, trzeba znaleźć miejsce, w którym powietrze samo się wznosi i skorzystać z tego w naturalny sposób. To chwila, w której można poczuć życie przy pomocy wszystkich zmysłów.

Samotność na szczytach…

W szybowcu jestem sam. Ze skrzydłami i z naturą. Pomijając sprawy metafizyki i religii, bo wiadomo, że Bóg jest wszędzie, i w powietrzu, i na ziemi.

Wznosi się Pan wtedy niczym Ikar.

Tak, ale jak wiadomo, on utracił kontrolę nad swoim lotem, znalazł się zbyt blisko słońca. Dlatego też nie jest moim idolem.

Wystartował Pan z Newark jako osoba nieznana, a wylądował w Warszawie jako bohater. Kto dla Pana jest największym autorytetem?

Ponieważ moją wielką pasją jest szybowanie, szczerze podziwiam mistrzów tego sportu. Moim wielkim przyjacielem i mistrzem był Edward Makulak – człowiek zakochany w unoszeniu się w powietrzu. Muszę tu również wspomnieć Tadeusza Górę – szybownika numer jeden w Polsce.

Dyskusja

Co myślisz o artykule?

Business Traveller

Dołącz do dyskusji

Zapisz się na nasz Newsletter

Bądź na bieżąco!
Nasze wiadomości w Twojej poczcie.