Bałtyckie lato. Podróże w „bałtyckiej bańce”

Autor tekstu: , Data publikacji:

Początek lata to zazwyczaj najlepszy czas na wizytę w krajach bałtyckich. Dnie są wyjątkowo długie (a noce krótkie), jest ciepło (lecz najczęściej niezbyt upalnie), słonecznie (choć w okolicach nocy letniego przesilenia, tradycyjnie obchodzonej jako jedno z największych tradycyjnych świąt w krajach północy jak dzień św. Jana, często też pada), zielono i ogólnie wyraźnie odczuwalna jest powszechna atmosfera rozluźnienia. Im dalej na północ, tym dłużej trwa dzień – przykładowo w Wilnie lub Kownie pod koniec czerwca zmrok zapada dopiero sporo do dziesiątej wieczór, w Rydze – już po jedenastej, a w Tallinie i północnej Estonii jest widno praktycznie do północy.

Lato 2020 roku jest wyjątkowe pod wieloma względami – biorąc pod uwagę okoliczności światowej pandemii i zamknięcia granic, które stały się udziałem niemal wszystkich krajów europejskich na wiosnę. Różne kraje podjęły czasami znacząco różniące się od siebie środki, które miały zapobiec szerzeniu się epidemii na początku wiosny, różna też była ich droga do ponownego otwarcia i odmrożenia gospodarki, inaczej też wygląda sytuacja obecna w wielu krajach. Niemal trzymiesięczne zamknięcie spowodowało, że dziś, nawet po ponownym otwarciu granic i przywróceniu możliwości poruszania się pomiędzy poszczególnymi krajami, często zadajemy sobie pytanie rzędu „Jak tam jest?” Czy w danym kraju jest bezpiecznie? Jak poruszać się po tym kraju? Co może nas tam spotkać?

Kraje bałtyckie ze względu na stosunkowo słaby przebieg epidemii we wszystkich trzech krajach oraz w miarę efektywne środki zapobiegawcze podjęte przez rządy, stosunkowo wcześnie opanowały sytuację epidemiologiczną i już w połowie maja podpisały porozumienie o wzajemnym otwarciu granic oraz stworzeniu wspólnej przestrzeni podróży, która została okrzyknięta mianem „bałtyckiej bańki” (ang. Baltic bubble).

Zamknięcie

Zanim jednak do tego doszło, sytuacja pod koniec marca wyglądała groźnie. W obliczu rosnących liczb wypadków zachorowań, rządy Litwy i Estonii podjęły nagłe decyzje o zamknięciu granic już w okresie 13-16 marca, przykładowo Litwa nie tylko zakazała wjazdu na teren kraju obcokrajowcom, lecz również wprowadziła zakaz opuszczania kraju przez obywateli litewskich (pozostawiając co prawda pewne wyjątki, np. dla rezydentów innych krajów oraz pracowników firm logistycznych). We wszystkich trzech krajach został wprowadzony stan wyjątkowy (a na Litwie dodatkowo jeszcze kwarantanna w skali kraju), wznowiono kontrolę na granicach wewnętrznych pomiędzy krajami (nieistniejącą od momentu wejścia wszystkich trzech krajów do strefy Schengen w 2007 roku). Podobnie wyglądała sytuacja w położonej na północy Estonii, gdzie też występowały większe liczby zakażeń, niż na Łotwie i Litwie.

W odróżnieniu od swoich bałtyckich sąsiadów Łotwa nie podjęła żadnych dodatkowych kroków, mających na celu dodatkową kontrolę swoich granic z Litwą i Estonią, gdyż właściwie zrobili to już za nią sąsiedzi. Litwa na początku pozostawiła zaledwie dwa przejścia graniczne na całej długości mierzącej 588 km granicy litewsko-łotewskiej, posunięto się nawet do zainstalowania rozmaitych przeszkód fizycznych na wielu lokalnych drogach polnych lub leśnych prowadzących przez granicę łotewską – co stanowiło temat do żartów wśród północnych sąsiadów. Estonia ograniczyła się do wznowienia kontroli na dawnych przejściach granicznych oraz zakazu przekraczania granicy w innych miejscach.

Kraje bałtyckie stanowią gospodarczo właściwie jeden wspólny i spójny region – którego gospodarka jest ściśle uzależniona od współpracy pomiędzy trzema krajami oraz możliwości poruszania się pomiędzy nimi. Nie zważając na odmienne często opcje polityczne, Litwa, Łotwa i Estonia w momentach trudnych (zwłaszcza kiedy chodzi o gospodarkę) lub w obliczu wspólnego zagrożenia zawsze potrafiły dojść do porozumienia.

Stworzenie „bańki bałtyckiej”

Tym razem porozumienie dotyczyło powołania wspólnej przestrzeni podróży – które zostało zawarte 15 maja i na mocy którego już następnego dnia została w pełni otwarta granica estońsko-łotewska oraz w znacznym stopniu łotewsko-litewska, chociaż kontrola wyrywkowa po stronie litewskiej utrzymała się jeszcze do końca maja.

Porozumienie stanowiło pierwszą tego typu wspólną międzynarodową inicjatywę w powoli powracającej do normalnego życia Europie – i przykład do podobnych rozwiązań, rozważanych lub zastosowanych później przez inne kraje. Jego sens polegał na tym, że trzy kraje od momentu wejścia w życie umowy umożliwiły ponownie wzajemne swobodne poruszanie się swoich obywateli i rezydentów, otwierając granice pomiędzy sobą i znosząc kontrole. Porozumienie także dotyczyło wspólnej koordynacji działań i decyzji podejmowanych odnośnie wjazdu na wspólne terytorium „bańki” podróżnych z krajów do niej nienależących.

Wznowienie połączeń lotniczych

Ta decyzja miała bezpośredni wpływ na wznowienie połączeń lotniczych – i innych opcji komunikacyjnych – zarówno pomiędzy krajami bałtyckimi, jak i do innych krajów.

W okresie od końca marca do pierwszej połowy maja właściwie został wstrzymany regularny ruch lotniczy w niebie nad krajami bałtyckimi – Łotwa już 18 marca wprowadziła zakaz lotów regularnych, co uziemiło największą nadbałtycką linię airBaltic, ruch lotniczy na Litwie właściwie zamarł do końca marca ze względu na wprowadzone restrykcje uniemożliwiające opuszczenie kraju lub wjazd do niego, z kolei w dniu 2 kwietnia wprowadzono tam system pozwoleń specjalnych dla poszczególnych lotów, co zamknęło kwestię lotów regularnych do Wilna ostatecznie. Jedynie Tallinn utrzymywał pojedyncze połączenia – m.in. do estońskiej stolicy nie ustawała latać Lufthansa (wg bardzo uszczuplonego rozkładu połączeń) oraz przez dłuższy czas również białoruska Belavia (która była też ostatnim przewoźnikiem regularnym w Wilnie do 4 kwietnia).

We wszystkich trzech krajach od końca marca i do końca kwietnia odbywały się tzw. loty repatriacyjne – podobnie jak to miało miejsce w całej Europie – których celem było sprowadzenie do domu własnych obywateli. Biorąc pod uwagę położenie geograficzne krajów bałtyckich oraz całkowite zamknięcie granic przez jedynego unijnego sąsiada od południa – Polskę –, przez terytorium której odbywa się jedyny możliwy tranzyt drogą kołową do pozostałych krajów UE, leżących na zachód i południe – wielką rolę odegrały w tym okresie również połączenia promowe przez Bałtyk.

Przykładowo linia promowa z litewskiej Kłajpedy do niemieckiej Kilonii w czasie zamknięcia pozostawała niemal jedynym oknem na świat dla Litwy i możliwość wydostania się z kraju lub powrotu do niego, tak więc linia ta nie tylko była mocno oblegana przez transport i pasażerów, lecz nawet zwiększyła częstotliwość kursowania w stosunku do sytuacji sprzed zamknięcia granic.

Z kolei dla Estończyków połączenia promowe do pobliskiej Finlandii oraz Szwecji zawsze stanowiły ważny punkt odniesienia, a dla Tallinna – istotny element gospodarczy. Tak więc przywrócenie (po dłuższej przerwie, która nastąpiła w połowie kwietnia) promów na trasie Tallink-Helsinki, stanowiło jeden z wyraźnych wyznaczników powrotu do normalności dla mieszkańców Estonii.

Co jest istotne w kontekście okresu zamknięcia – wszystkie trzy kraje umożliwiały (ograniczony w pewnym okresie, lecz zawsze dostępny) tranzyt przez swoje terytorium obywatelom krajów bałtyckich nawzajem oraz niektórych krajów sąsiednich (Estonia dla Finów, a Litwa – dla Polaków), co w obliczu chaosu, który towarzyszył zamknięciu granic w Europie pod koniec marca, zwijania się ruchu lotniczego oraz z dnia na dzień redukujących się możliwości dotarcia gdziekolwiek, stanowiło jednak pozytywny wyjątek na tle wielu innych krajów regionu.

Pierwsze regularne połączenia lotnicze do krajów bałtyckich wracają już w połowie maja – tuż po podpisaniu porozumienia pomiędzy rządami tych krajów.

Jeszcze w przededniu podpisania porozumienia, rząd litewski ogłasza strategię wznowienia połączeń, w ramach której Lufthansa jako pierwsza linia lotnicza wznawia połączenia na trasie Frankfurt-Wilno, które od 13 maja odbywają się 3 razy w tygodniu. Pierwsze loty mają wyjątkowo dobre wyniki – gdyż nawet mocno zredukowana siatka Lufthansy w dalszym ciągu umożliwia połaczenia transferowe, zwłaszcza poza kontynent europejski. Wielu podróżnych, oczekujących na możliwość powrotu na Litwę lub wyjazdu z niej od już prawie dwóch i pół miesięcy, które minęły od zamknięcia połączeń i granic, ostatecznie otrzymuje taką możliwość, pierwszy lot odbywa się przy niemal 100 % wypełnieniu.

Z kolei już 18 maja airBaltic wznawia loty z Tallinna do Amsterdamu (dziennie), Kopenhagi (trzy razy w tygodniu) i Oslo (dwa razy w tygodniu) oraz z Rygi do Oslo, Frankfurtu, Wilna i Tallinna (wszystkie raz dziennie)

23 maja z Rygi startują połączenia do Helsinek (4 razy w tygodniu), Monachium (4 razy w tygodniu) i Amsterdamu (raz dziennie), a z Wilna – do Oslo (2 razy w tygodniu) i Tallinna (codziennie).

1 czerwca przewoźnik dodaje do siatki połączeń Berlin TXL (6 razy w tygodniu) i Hamburg (4 lotów tygodniowo) z Rygi oraz Paryż CDG (3 razy w tygodniu), Wiedeń (3 razy w tygodniu) i Berlin TXL (2 razy w tygodniu) z Tallinna.

Po 10 czerwca proces wznawiania lotów nabiera obrotów – z Rygi startują Wiedeń (codziennie), Dusseldorf (4 razy w tygodniu), Kopenhaga (codziennie), Paryż CDG (3 razy w tygodniu) i Dublin (3 razy w tygodniu), a z Wilna z kolei Berlin TXL (2 loty tygodniowo), Paryż CDG (3 razy w tygodniu) oraz Amsterdam (codziennie).

W dalszym ciągu jest to zaledwie namiastka siatki, którą przewoźnik łotewski posiadał w marcu, a obłożenie na większości lotów (poza niektórymi wyjątkami, jak np. trasy do Amsterdamu) na początku jest wyjątkowo niskie, w najlepszym wypadku nie przekracza 30% zaoferowania.

Biorąc pod uwagę, że w tym okresie w dalszym ciągu nie funkcjonuje publiczny transport kołowy pomiędzy krajami bałtyckimi – ani też połączenia promowe z Estonii do Finlandii – loty airBaltic pomiędzy bałtyckimi stolicami oraz z Rygi do Helsinek, Kopenhagi i Oslo – stanowią niemal jedyną opcją utrzymania wznowionej komunikacji pomiędzy krajami regionu, co jest wyjątkowo istotne ze względu na powiązania biznesowe.

Estoński LUX Express oraz łotewski ECOLINES – czołowi przewoźnicy autobusowi, na których przed zamknięciem przypadała znacząca część ruchu pasażerskiego – wznawiają połączenia pomiędzy bałtyckimi stolicami dopiero 22 maja i 29 maja odpowiednio.

Tak więc w okresie poprzedzającym bezpośrednio tradycyjny czas urlopów, które mieszkańcy krajów bałtyckich zazwyczaj planują pod koniec czerwca, w okolicach święta, zwanego na Łotwie Līgo, na Litwie Joninės, a w Estonii Jaanipäev – a w szerszym kontekście bardziej znanego jako Midsummer – w krajach bałtyckich, w odróżnieniu od większości krajów europejskich, została w znacznym stopniu wznowiona komunikacja wewnętrzna i zewnętrzna oraz stworzone pewne przesłanki, umożliwiające podróże – zarówno służbowe, jak i dla przyjemności.

Jak więc wyglądają teraz podróże wewnątrz „bałtyckiej bańki“?

Spróbuję to opisać na przykładzie moich ostatnich podróży, które odbyłem pomiędzy krajami bałtyckimi – samolotem, pociągiem i autobusem – pod koniec czerwca.

Tak więc najpierw lot z Wilna do Tallinna. W poniedziałek rano 22 czerwca stawiam się na lotnisku. Hala odlotów jest pusta, poza lotem do Tallinna odprawiane są jeszcze jedynie dwa loty – do Larnaki i Dortmundu. Przy wejściu do hali odpraw terminala pasażerskiego podróżnym mierzona jest temperatura, należy też okazać bilet – do środka wpuszczani są wyłącznie pasażerowie posiadający ważne bilety oraz pracownicy służb lotniskowych po okazaniu legitymacji. Należy też założyć maseczkę – pomimo tego, że od 16 czerwca maseczki na Litwie nie obowiązują już nigdzie w przestrzeni publicznej, zgodnie z nowymi zasadami bezpieczeństwa wdrożonymi przez Litewskie Porty Lotnicze maseczki obowiązują od momentu wejścia do terminala i do jego opuszczenia. Przy stoisku pomiaru temperatury tuż przy wejściu (dopuszczalna norma to 38‘C) stoi automat, w którym można nabyć maseczkę lub środki dezynfekujące. Dezynfekatory znajdują się też przy stoiskach odprawy, w toaletach, otwartym kiosku Narvesen, przy przejściach do kontroli bezpieczeństwa etc. Odpowiednio oznakowane też są także zalecane odstępy pomiędzy oczekującymi do stoisk odprawy i kontroli bezpieczeństwa.

Przy stoiskach odprawy oraz kontroli bezpieczeństwa są zamontowane przezroczyste tarcze ochronne, pracownicy noszą maseczki oraz rękawiczki.

Po przejściu kontroli bezpieczeństwa pasażerowie trafiają do pierwszej strefy sklepów duty free – która wznowiła swoją działalność zaledwie dwa dni temu, po prawie trzymiesięcznej przerwie. Nieczynny do odwołania natomiast pozostaje jedyny na lotnisku wileńskim salonik biznesowy na drugim poziomie odlotów do strefy Schengen, zarówno jak większość kawiarni i pozostałych sklepów wolnocłowych.

W dalszym ciągu obowiązuje kontrola paszportowa na wszystkie loty, w tym do krajów należących do strefy Schengen, gdyż Litwa przedłużyła kontrolę granic wewnętrznych do połowy lipca1. Już funkcjonują bramki zautomatyzowanej kontroli paszportowej, z których mogą korzystać obywatele UE posiadający paszporty biometryczne (również posiadacze biometrycznych litewskich dowodów osobistych). W myśl porozumienia bałtyckiego loty do Rygi i Tallinna stanowią wyjątek z tej zasady, tak więc wejście na pokład samolotu do Tallinna odbywa się z bramki A14, która znajduje się w wydzielonej części strefy non-Schengen, do której dostęp zgodnie z potrzebą może być udostępniany z pominięciem kontroli paszportowej – jak właśnie dzieje się w tym przypadku.

Przezroczyste tarcze ochronny są zamontowane również przy stoiskach kontrolnych przy bramkach kontrolnych przed wejściem na pokład, także na podłodze oznakowane są zalecane odstępy pomiędzy pasażerami w kolejce. Kolejki jednak nie ma, gdyż odlatujących jest wyjątkowo niewiele.

Wejście na pokład odbywa się przez rękaw, czyli tzw. airbridge. Samolot – nowoczesny A220-CS300należący do linii airBaltic – wyróżnia się przestrzennym i jasnym wnętrzem, ten efekt jest osiągany przy pomocy wielkich okien oraz jasnej kolorystyki (stalowo-szary odcień) skórzanego obicia foteli. Jednym z istotnych elementów restrukturyzacji, którą linia lotnicza przeprowadziła jeszcze w drugiej połowie kwietnia, zwalniając m.in. ponad 800 pracowników, była też koncepcja przejścia do ujednoliconej floty (one size fleet). Tak więc airBaltic pozbył się nie tylko starszych maszyn typu Boeing 737-300, lecz również wszystkich samolotów regionalnych typu DASH Q400 NG, które wcześniej wykonywały znaczną część połączeń krótkodystansowych linii, w tym zdecydowaną większość lotów wewnątrz bałtyckich (Wilno, Ryga, Tallinn, Połąga, Lipawa). Tak więc obecnie na wszystkich wznowionych trasach nadbałtyckich airBaltic zobaczymy jedynie A220-CS300, co oznacza też większe zaoferowanie w stosunku do sytuacji sprzed zamknięcia.

Układ foteli w salonie jest 2 + 3. Wybór miejsca na pokładzie jest płatny, można tego dokonać w momencie kupna biletu lub podczas obowiązkowej odprawy online.

Każdy pasażer wchodzący na pokład otrzymuje od personelu pokładowego tzw. safety kit, czyli zestaw, który zawiera jedną maseczkę jednorazową oraz dwie chusteczki higieniczne, nasączone płynem dezinfikującym a także wydrukowaną instrukcję bezpieczeństwa (w języku łotewskim i angielskim)

Personal pokładowy jest umundurowany w sposób standardowy, dodatkowo jednak nosi maseczki i rękawiczki.

Obłożenie tego porannego lotu jest wyjątkowo niskie – zaledwie kilkunastu pasażerów na pokładzie (A220-CS300 w konfiguracji używanej przez airBaltic to 145 foteli, w nowszych ostatnio otrzymanych maszynach – 148).

W kieszeniach oparcia foteli brak jest obecnie magazynów pokładowych Baltic Outlook, nie jest też oferowana prasa drukowana dla pasażerów klasy biznes.

Przed rozpoczęciem serwisu, personel pokładowy rozdaje drukowane menu pokładowe B Café, którego oferta zawiera dwa dania gorące, wybór zup, kanapek, przekąsek, napojów – oraz skrócony wybór oferty duty free (w większości perfumy).

Co ciekawe, za €3,50 można nabyć też maseczki ochronne wielokrotnego użytku z logo linii lotniczej – w dwóch kolorach firmowych – limonkowym lub granatowym.

Lot z Wilna do Tallinna trwa godzinę. Po wylądowaniu pasażerowie opuszczają pokład i przechodzą do budynku terminalu pasażerskiego za pomocą airbridge. O godzinie 08:20 tallińskie lotnisko jest całkowicie puste – lot z Wilna był jedynym, który wylądował o tej porze. Na przylotach jest czynny kiosk Narvesen, w którym można m.in. nabyć elektroniczny bilet do korzystania z komunikacji publicznej w Tallinnie – do tego potrzebna jest karta plastykowa, elektroniczny bilet na 24 godziny kosztuje 4,50. Bilety jednorazowe można natomiast kupić w automacie przy wyjściu z terminalu prowadzącego na przystanek tramwajowy.

Lotnisko w Tallinie im. Lennarta Meri (pierwszego prezydenta Estonii po odzyskaniu niepodległości) niebezpodstawnie jest uważane za jedno z najbardziej przyjaznych pasażerowi – i nad rozbudową tego wizerunku konsekwentnie pracuje od lat. Rzeczywiście, ten niewielki port lotniczy, który w 2019 obsłużył 3,26 miliona pasażerów (w kraju liczącym niespełna 1,4 mln mieszkańców), jest wyjątkowo… przytulny. Prosta konstrukcja, liczne udogodnienia wprowadzone z myślą przede wszystkim o komforcie podróżnych oraz zastosowanie ciekawych pomysłów, jak chociażby kącik wymiany wizytówkami, lub strefa relaksu ze stołem do gry w tenis stołowy lub w wielkie szachy, biblioteka wymiany książek dla podróżnych etc. Nawet ogłoszenia lotniskowe, przypominające o konieczności niepozostawiania bagażu bez uwagi są nastrojowe – nagrane w sposób relaksujące, jako refren piosenki lub dziecięcej wyliczanki, w toaletach natomiast usłyszymy dźwięki lasu i śpiew ptaków.

Po ostatniej rozbudowie terminalu lotnisko jest wygodnie połączone z centrum miasta linią tramwajową numer 4, której krańcówka znajduje się tuż przy terminalu pasażerskim. Obok znajduje się przystanek autobusowy, na którym zatrzymują się zarówno autobusy miejskie, jak i regionalne i dalekobieżne. Przykładowo autobusami LUX Express można stąd odjechać bezpośrednio m.in. do Tartu, drugiego co do wielkości miasta Estonii, słynnego ośrodka akademickiego, z powodu Uniwersytetu Dorpackiego, czynnego od 1632 r., jednej z najstarszych uczelni wyższych w Europie północnej.

Tam gdzie słońce niemal nie zachodzi

Wysiadam z tramwaju na Vabaduse väljak – jednym z centralnych placów Tallinna. Słonecznym porankiem piękna widokówkowa starówka jest niemal całkowicie pusta. Jeszcze nigdy wcześniej nie zdarzało mi się oglądać Raekoja plats – czyli plac Ratuszowy, serce tallińskiej starówki, latem bez obecności turystów.

Tallinn należy do najbardziej ulubionych destynacji turystyki morskiej na Bałtyku. Większość wielkich armatorów i linii cruisowych miała wciągniętą estońską stolicę na listę swoich programów, które zwłaszcza o tej porze roku cieszyły się wcześniej sporą popularnością.

Codziennie od 2 do 3 tysięcy pasażerów wielkich statków schodziło na brzeg w tallińskim porcie i wypełniało gwarem ulice miasta – przeważnie jego zabytkową część, czyli dzielnice Vanalinn (Stare Miasto) i Toompea (Górne miasto). Sprzyjały temu nie tylko wspaniałe zabytki hanzeatyckiej starówki, która zachwyca nie tylko urokiem wąskich brukowanych uliczek, zabudowanych kamienicami wywołującymi skojarzenia z baśniami Hansa Christiana Andersena. Także na uwagę zasługują najlepiej zachowane w Europie Północne oryginalne mury miejskie i fortyfikacje obronne z XVI w. – a przede wszystkim wyjątkowo wygodne położenie starówki względem portu morskiego – Wielką Bramę Morską, przez którą wchodzi się na Stare miasto od strony morza od terminali pasażerskich portu morskiego Reisisadam dzieli raptem 10-minutowy spacer.

W wieży zwanej Gruba Małgorzata (Paks Margareeta) oraz sąsiednim budynku, które łączą się z bramą od strony ulicy Pikk, mieści się Muzeum Morskie (Meremuuseum -https://meremuuseum.ee/paksmargareeta/en/), które ponownie jest otwarte i prezentuje odnowioną właśnie niedawno ekspozycję. Kolejne sale – mieszczące się na piętrach od piwnicy po szczyt wieży, ukazują zwiedzającym dzieje rozwoju żeglarstwa i portu morskiego – dwóch najbardziej istotnych czynników w dziejach hanzeatyckiego miasta, które do końca lat 20. XX wieku nosiło nazwę Revel, natomiast nadana w międzywojniu nazwa ‚Tallinn‘ nawiązuje do epizodu początków historii miasta jako potężnego ośrodku handlowego podczas podboju duńskiego. Taani linn – oznacza bowiem nic innego jak „miasto Duńczyków“. Pamiątek po duńskiej przeszłości jest w mieście więcej – zaczynając na popularnych wśród spacerowiczów Ogrodach Króla Danii (Taani Kuninga Aed) na wzgórzu Toompea, a na herbie miasta – trzech lwach umieszczonych poziomo na tarczy – kończąc. Symbol ten miasto – a następnie i kraj – „pożyczyło“ właśnie od godła Danii, które jest bardzo podobne.

Mało tego, nawet duńska flaga państwowa – słynny Dannebrog, którym tak szczycą się Duńczycy i który uważany jest za najstarszą flagę państwową w Europie, również podobno swój rodowód wywodzi właśnie stąd. Zgodnie z legendą, w 1219 roku, podczas tzw. Bitwy pod Lyndanisse (jak wówczas nazywał się gród Estów, dzisiejszy Tallinn), kiedy wojska króla Danii Waldemara II bezskutecznie oblegały miasto, królowi na niebie ukazała się właśnie czerwona flaga z białym krzyżem, która stała się rękojmią ostatecznego zwycięstwa Duńczyków.

W muzeum możemy zapoznać się nie tylko z makietami statków, pieczołowicie zebranymi przedmiotami użytku codziennego marynarzy, kupców i rybaków, rekonstrukcją ich strojów i sprzętu, ale także życiorysami słynnych odkrywców morskich, wielu z nich pochodziło z Estonii, jak chociażby Fabian Gottlieb von Bellinghsausen lub Adam Johan von Krusenstern. Sporo miejsca poświęcono także ofercie interaktywnej, która jest dostępna w 6 językach – po estońsku, angielsku, fińsku, niemiecku, łotewsku i rosyjsku. Po zwiedzeniu ostatniej górnej sali można wyjś

na taras widokowy na szczycie wieży, gdzie znajduje się kawiarnia – i delektując się kawą, piwem Saku lub dowolnym ulubionym napojem można podziwiać piękne widoki panoramiczne na port morski lub starówkę – tuż obok znajduje się zespół zabytkowych kamieniczek zwany Trzy Siostry (Kolm Ode), nieco dalej jest dobrze widoczna wieża kościoła Św. Olafa (Oleviste), który w pewnym momencie dziejów był uważany za najwyższą budowlę na świecie.

Muzeum Morskie w Tallinie ma również inny oddział – Lennusadam(https://meremuuseum.ee/lennusadam/en/), wyjątkowo ciekawą placówkę, położoną na terenie dawnego lotniska dla hydroplanów, wydzielonego na terenie portu morskiego, które funkcjonowało w okresie międzywojennym. Wtedy startowały stąd samoloty między innymi do Helsinek oraz na większe wyspy estońskie. W okresie radzieckim teren był zamknięty, natomiast w 2012 r. ponownie został zrewitalizowany oraz udostępniony do użytku i zwiedzania, jako filia Muzeum Morskiego.

Dojazd do muzeum jest nieskomplikowany – z przystanku Linnahall przy porcie morskim, niemal naprzeciwko Wielkiej Bramy Morskiej i wieży Grubej Małgorzaty, kursuje autobus nr. 73, przejazd do przystanku Lennusadam zajmie niecałe 10 min. Można też skorzystać z aplikacji BOLT – kolejnego wynalazlu na liście udanych estońskich startupów, który stanowi poważną konkurencję dla UBER w krajach bałtyckich. Ostatnio BOLT dodał do oferty wyjątkowo popularne we wszystkich trzech stolicach nadbałtyckich i powszechnie dostępne elektryczne hulajnogi, dobrze widoczne na ulicach miast ze względu na jaskrawy zielony kolor.

Zew morza

Muzeum Lennusadam zajmuje spore terytorium, na które składa się główna ekspozycja wewnętrzna w odbudowanych hangarach dawnego lotniska oraz ekspozycja zewnętrzna, składająca się z przycumowanych obok przy pirsie zabytkowych statków, które można zwiedzać od środka. Nieco dalej znajdują się też zabudowania dawnej twierdzy morskiej, powstałej z rozkazu cara Rosji Piotra I po podboju Estonii.

Ekspozycja główna znajdująca się w środku hangarów jest wyjątkowo atrakcyjna – składają się na nie tylko akwaria morskie, zachowane resztki statków wikingów, ale także liczne udane przykłady multimedialnych rekonstrukcji oraz zajęć interaktywnych. Zwiedzający także mają możliwość wejść do środka prawdziwej łodzi podwodnej „Lembit“, zwodowanej w 1936 roku i do Drugiej wojny światowej będącej na wyposażeniu estońskiej marynarki wojskowej.

Informacje multimedialne i drukowane dostępne są w kilku wersjach językowych.

Jak twierdzi Õnne Mets, menedżerka do spraw komunikacji muzeum, do momentu rozpoczęcia pandemii placówka cieszyła się sporą popularnością, liczba zwiedzających w sezonie sięgała powyżej 1000 osób dziennie.

Obecnie mamy ok. 300 osób dziennie, co w sumie już nie jest źle – uśmiecha się pani Mets – Zgodnie z postanowieniem rządu muzeum było zamknięte od 13 marca do 18 maja. Do końca maja z kolei, pomimo że mogliśmy już wznowić działalność, obowiązywały liczne ograniczenia, którym musieliśmy sprostać. Teraz funkcjonujemy już w miarę normalnie, ale znaczny spadek liczby turystów w Tallinnie, spowodowany brakiem licznych połączeń promowych ze Szwecją oraz wycieczkowych linii cruisowych daje się we znaki również dla nas. Cieszy nas natomiast to, że powoli wracają Finowie, przyjeżdżają zwiedzający z Łotwy i Litwy. W dalszym ciągu próbujemy realizować plany, które zakładaliśmy na 2020 rok – tak przykładowo na 17 października wciąż mamy zaplanowane otwarcie tymczasowej nowej ekspozycji „Unseen Oceans“ we współpracy z kolegami z USA. Musieliśmy natomiast skasować tradycyjnie odbywające się latem Dni Morskie, które cieszyły się sporą popularnością zwiedzających.

Słowa Õnne Mets potwierdzają również pracownicy Centrum Informacji Turystycznej, znajdującego się na starówce, w budynku na rogu Niguliste 2 i Kullassepa 4. Lokalizacja w sercu Starego miasta, tuż przy placu ratuszowym, sprawiała, że zazwyczaj w przeciętny letni dzień placówka ta była oblegana przez tłumy turystów. Jak jest teraz?

Rok temu odwiedzało nas ok. 2000 osób dziennie. Dziś mamy zaledwie ok. 130 odwiedzających – mówi Margus, pracownik Visit Tallinn. – Trudno się temu dziwić, większość turystów w Tallinnie przybywa do nas drogą morską. Tallinn należy do najbardziej popularnych destynacji na Bałtyku, spośród tras oferowanych przez wielkie linie cruisowe, takie jak Regent Seven Sea Cruises, Oceania Crusies, Celebrity Cruises, Royal Caribbean, Norwegian Cruise Lines, MSC Cruises i inne. Większość tych linii jest obecnie zawieszona do odwołania.

Ale przecież port pasażerski w Tallinnie jest ponownie otwarty?

Tak, oczywiście. Ale konieczność wykluczenia z programu Sztokholmu i Sankt Petersburgu (pomijając nawet inne negatywne czynniki spowodowane przez pandemię) sprawia, że większość linii zawiesiła w całości swoje trasy bałtyckie, siłą rzeczy statki nie zawijają już również do Tallinna. Poza tym wciąż nie mamy również regularnych połączeń promowych ze Szwecją, które również cieszyły się ogromną popularnością, zwłaszcza w szczycie sezonu. Cóż, dobrze, że przynajmniej mamy ponownie otwarte połączenie z Helsinkami – dodaje ze smutnym uśmiechem Margus. – Jednak nawet na tej trasie, ruch stanowi zaledwie ok. 30% od tego, co było poprzednio – puentuje.

Podczas rozmów z Estończykami ma się nieodparte wrażenie, że to właśnie kwestia wznowienia połączeń morskich do Helsinek stanowiła dla nich największy punkt odniesienia – swoisty indykator powrotu do jakiejś względnej normalności po kilku miesiącach zamknięcia.

Co zresztą nie powinno dziwić, biorąc pod uwagę nie tylko ruch turystyczny, ale również liczne powiązania gospodarcze, istniejące pomiędzy Estonią i Finlandią.

Jednocześnie brak połączeń ze Szwecją zmusza też armatorów do poszukiwania niecodziennych decyzji. Tak przykładowo największy estońsko-fiński armator TALLINK/Silja Lines w obliczu braku możliwości realizacji połączeń z Tallinna i Rygi do Sztokholmu, uruchomił dwie nowe trasy z Rygi – do Helsinek oraz do Marienhamn na wyspach Alandzkich.

Tallinn oferuje również wiele innych ciekawych atrakcji kulturalnych, jak chociażby muzeum sztuki współczesnej KUMU (https://kumu.ekm.ee/en/) w parku Kadriorg, jest to jedna z filii Estońskiego Muzeum Sztiki (Eesti Kunstmuseum), która słynie z regularnie odnawianych ciekawych ekspozycji, należących do najbardziej interesujących wśród podobnych placówek w krajach bałtyckich. Ze stałej ekspozycji na szczególną uwagę zasługują chociażby liczne obrazy Konrada Mägi (1878-1925), znanego estońskiego malarza ekspresjonisty, którego sztukę charakteryzuje wyjątkowo czułe podejście do używanej gamy kolorów.

Nie zważając na znaczący spadek liczby turystów, w mieście funkcjonuje całkiem pokaźna liczba hoteli, niektóre z nich – przykładowo otwarty dopiero nieco ponad rok temu hotel należący do sieci Ibis – IBIS Tallin Center (https://www.ibistallinncenter.ee/) przy Juhkentali 28, niedaleko dworca autobusowego – nie zamykali swoich podwojów również w okresie obowiązywania największych restrykcji w marcu i kwietniu. Co prawda, w tym okresie obłożenie było wyjątkowo niskie, ze 119 pokoi mieli zazwyczaj udostępnione jedynie 8, w tym kilku gości mieszkało w hotelu przez cały wspomniany okres, ze względu na brak opcji umożliwiających powrót do kraju.

Od końca maja, kiedy ponownie zostały uruchumione promy z Helsinek, sprawy się znacząco poprawiły i na chwilę obecną obłożenie hotelu sięga już nawet 50%.

Oczywiście, administracja wdrożyła wszystkie wymagane dodatkowe środki bezpieczeństwa – takie jak ekrany ochronne i dezinfekatory na recepcji, pokoje po każdym pobycie są wyłączone z użytku na dokładną dezinfekcję na co najmniej 72 godziny. Jeśli chodzi o śniadania – goście mają do wyboru skorzystanie z oferty śniadaniowej w formie bufetu lub zamówić je á la carte indywidualnie, w celu ewentualnego uniknięcia bliższego kontaktu z innymi gośćmi.

Estońska innowacyjność znalazła odbicie m.in. w specjalnej ofercie muzyki dla gości hotelu poprzez platformę Spotify (pochodzi właśnie z Estonii), którą można ściągnąć poprzez zeskanowanie kodu zamieszczonego na wkładce do klucza. Godne polecenia są także pokoje o podwyższonym standardzie, które poza standardowym wyposażeniem oferują także niewielką saunę – dla gości, będących członkami programu lojalnościowego Accor o wyższym statusie (Gold, Platinum) zazwyczaj są oferowane w ramach darmowego podwyższenia statusu.

Pod koniec czerwca zmrok w Tallinnie zapada dopiero w okolicach północy, a noc trwa zaledwie parę godzin, gdyż już o trzeciej nad ranem zaczyna świtać. Tak więc długi dzień umożliwia intensywne zwiedzanie, a wieczorem relaksujące spacery wzdłuż odnowionej długiej promenady nad morzem przy Pirita tee lub nastrojowe spędzanie czasu w licznych otwartych restauracjach i kawiarenkach na Starym Mieście czy też przykładowo w zrewitalizowanej dzielnicy położonej tuż obok portu – Rotermanni Quarter (http://www.rotermann.eu/en/) lub w co raz bardziej popularnej – zwłaszcza wśród młodzieży hipsterskiej – dzielnicy Kalamaja, położonej w północnej części miasta, za dworcem kolejowym Balti Jaam.

Poza stolicą Estonia oferuje liczne atrakcje dla turystów, a Tallinn stanowi doskonałą bazę wypadową do wielu miejsc w środku kraju. Stąd można m.in. udać się na wyspy – z których najbardziej popularne to największa Saaremaa (Ozylia) lub nieco mniejsza sąsiednia Hiiumaa (Dago), gdzie można zwiedzać m.in. szlak latarni morskich, na czele z XVI-wieczną potężną zabytkową latarnią w Kõpu, a na północnym wybrzeżu wyspy można nawet… uprawiać windsurfing. Na obydwie wyspy można dotrzeć drogą lotniczą – niewielkie samoloty pasażerskie linii lotniczej Transaviabaltika umożliwiają dotarcie z Tallinna do Kuressaare na Saaremaa lub Kärdla na Hiiumaa nawet dwa razy dziennie. Ceny biletów zaczynają się od €25 w jedną stronę (https://sll.flights/booking/).

Dobrze rozwinięta sieć połączeń autobusowych umożliwia dotarcie niemal do wszystkich zakątków kraju, łącznie z największą popularną estońską destynacją plażową – Pärnu (pol. Parnawa), z kolei pociągami kolei estońskich Elron można również dojechać przykładowo do Narwy lub Tartu.

Wybierając trasę na południe, w ciągu ok. 3 godzin można dojechać do zabytkowego Tartu – drugiego co do wielkości miasta Estonii, które posiada wyjątkowo bogatą ofertę kulturalną, na czele z Uniwersytetem oraz nowoczesnym Muzeum Narodowym (Eesti Rahva Muuseum – https://www.erm.ee/en).

Kontynuując podróż wygodnym i nowoczesnym, chociaż raczej powolnym pociągiem Elron(https://elron.ee/), można dotrzeć na południowe krańce Estonii, do miasta Valga.

Walking in Walk

To historyczne miasto Liwońskie, znane wcześniej jako Walk, w 1918 roku przecięła granica państwowa pomiędzy nowopowstałą Republiką Estonii oraz Republiką Łotwy. Większa – i bardziej zabytkowa – część miasta znalazła się po stronie estońskiej, natomiast południowe przedmieścia pozostały przy Łotwie. Odtąd miasto funkcjonuje jako dwa odrębne organizmy miejskie – estońska Valga oraz łotewska Valka – pomiędzy którymi przebiega granica państwowa. W odróżnieniu jednak od wielu innych podobnych miast, jako chociażby Cieszyn/Česky Těšin lub Zgorzelec/Görlitz, estońską Valgę od łotewskiej Valki nie dzieli żadna naturalna przeszkoda w postaci chociażby rzeki. Granica przebiega po prostu środkiem ulic, a czasami wręcz dzieli podwórka.

Jak dotąd nie stwarzało to specjalnych problemów dla mieszkańców, gdyż nigdy nie była to granica twarda, zamknięta, nie do przekroczenia – ani w okresie międzywojennym, ani w latach powojennych, kiedy to po aneksji krajów bałtyckich przez ZSRR, faktycznie nie istniała, ani też po wznowieniu niepodległości przez kraje bałtyckie w roku 1991. Kiedy Łotwa i Estonia dołączyły do strefy Schengen w 2008 roku, granica ponownie „zniknęła”, co spowodowało przykładowo, że wielu mieszkańców łotewskiej Valki podjęło zatrudnienie w oferującej większe możliwości zarobkowania i nieco bardziej zamożnej estońskiej Valdze. Setki ludzi codziennie kilkakrotnie przekraczały niemal niezauważalną granicę w jedną i drugą stronę – udając się do pracy lub na zakupy, korzystając z różnic cenowych, wynikłych, chociażby z niższej akcyzy na Łotwie lub szerszej oferty usług po stronie estońskiej.

17 marca b.r. wielu mieszkańców podzielonego miasta doznało szoku, kiedy na całej linii granicy stanęły metalowe barierki, podobne do tych, które są ustawiane n.p. podczas koncertów, a na niegdysiejszych, nieczynnych od dawna, oficjalnych przejściach granicznych zjawili się funkcjonariusze estońskiej straży granicznej.

Julia, pracownica Centrum Informacji Turystycznej w estońskiej części miasta, które mieści się w pięknym odrestaurowanym drewnianym budynku dawnego ratusza przy Kesk 11, opowiada o wydarzeniach z marca i kwietnia niczym historię science fiction.

– Granica jest esencją życia w tym mieście – mówi. – Ona zawsze była obecna w naszym życiu, jednak nigdy w historii nie była to granica nieprzekraczalna. Przejście na drugą stronę zawsze było czymś zupełnie naturalnym, czasami wręcz koniecznym. Największą niedogodnością kiedykolwiek z tym związaną był najwyżej obowiązek posiadania dowodu osobistego – w okresie sprzed epoki schengeńskiej. Dlatego też nagłe wznowienie kontroli granicznej oraz fizyczne zamknięcie wielu miejsc, w których wcześniej przechodziło się z jednej strony na drugą, dla mieszkańców było szokiem.

– U nas pracuje wielu Łotyszy – kontynuuje – codziennie chodzą do nas do pracy. W Valce, w odróżnieniu od Valgi, nie ma też szpitala ani przychodni, najbliższe po łotewskiej stronie są w Valmierze, to ponad 40 km stąd. Z kolei wśród naszych mieszkańców wielu ma nieruchomość po łotewskiej stronie.

– Jak daleko posunięte były wprowadzone restrykcje? – pytam.

– Od końca marca do połowy kwietnia ruch transgraniczny praktycznie zamarł. To znaczy, można oczywiście było przekraczać granicę, nie było to zabronione, ale obowiązywała 14-dniowa kwarantanna. Nikt przecież nie pójdzie na półgodziny na zakupy na drugą stronę, aby tuż po powrocie zostać zobowiązanym do pozostania w domu na kolejne dwa tygodnie. Następnie jednak władze estońskie zwolniły z obowiązku odbycia kwarantanny rezydentów łotewskiej Valki, którzy są zatrudnieni w Valdze, należało jedynie okazać przykładowo umowę o pracę – więc mogli już przekraczać granicę. Jednak w dalszym ciągu kwarantanna obowiązywała dla pozostałych, nie było wyjątku ani w przypadkach losowych, ani chociażby dla posiadaczy nieruchomości po drugiej stronie – aż do otwarcia granicy 15 maja, kiedy doszło do podpisania porozumienia bałtyckiego i stworzenia „bańki bałtyckiej”.

Z placu centralnego, gdzie mieści się budynek dawnego ratusza oraz luterański kościół św. Jana, do łotewskiej części miasta jest zaledwie niecałe 10 minut na piechotę. O wydarzeniach sprzed 15 maja tu już raczej nic nie przypomina, granicę ponownie można przekraczać w dowolnym miejscu – może jedynie za wyjątkiem miejsca, w którym łotewska Raiņa iela przechodzi w estońską Sõpruse tee, gdyż akurat tam po łotewskiej stronie obecnie jest wielki plac budowy przy samej granicy.

Dwa lata temu obydwa miasta zaczęły realizację wspólnego projektu pod nazwą „Jedno miasto, dwa państwa” (łot. Viena pilsēta, divās valstīs, est. Üks linn, kaks riiki), w ramach projektu rozpoczęto prace m.in. nad rewitalizacją centrum i przebudowy jednego z placów przygranicznych w ten sposób, aby w wyniku ostatecznnym stworzyć wspólną dla obydwu części miasta przestrzeń transgraniczną.

„Celem projektu rozwoju miasta partnerskiego Valga-Valka jest zjednoczenie części miasta Valga i Valka w celu ukształtowania jednego centralnego obszaru i części przeznaczonej dla wspólnego dla obu stron ruchu pieszego, który w oparciu o ruch transgraniczny stworzy wspólną nową przestrzeń miejską.” – czytam na tablicach informujących o celach i założeniach projektu.

Estończycy jednak okazali się szybsi w załatwianiu procedur niezbędnych do realizacji projektu i prace po stronie Valgi zostały już ukończone w listopadzie ubiegłego roku, natomiast po łotewskiej stronie ruszyły z poślizgiem, w związku z tym droga na estońską stronę wspólnego placu prowadzi teraz przez rozkopane rowy i góry piasku.

Oprócz rozkopanego przez koparki fragmentu centrum miasta, Valgę i Valkę jednak wciąż dzieli przykładowo osobno funkcjonująca komunikacja publiczna oraz obowiązujące jak dotąd restrykcje epidemiologiczne po obydwu stronach granicy, m.in. dotyczące ograniczeń zgromadzeń. Tak więc święto przesilenia letniego – zwane po łotewsku Līgo, a po estońsku Jaanipäev mieszkańcy Valki i Valgi w tym roku po raz pierwszy od lat również będą obchodzić osobno, każdy po swojej stronie. W latach wcześniejszych przyjęła się już tradycja wspólnych obchodów wszystkich większych świąt.

Z dworca kolejowego w Valdze można dotrzeć do stolicy Łotwy – Rygi. Pociągi osobowe łotewskich kolei na tej trasie nomen omen krajowej ruszają z dworca położonego po estońskiej stronie, gdyż po stronie łotewskiej nie ma dworca kolejowego (kwestia przynależności węzła kolejowego była właśnie jedną z tych, która zaważyła na podziale miasta w 1918 r.). W okresie wiosennego zamknięcia granicy pociągi z Rygi docierały więc jedynie do miejscowości Lugaži, ok. 3,5 km na południe od Valki.

W drodze przez łotewską „Szwajcarię”

Podróż pociągiem z Valgi do Rygi (uwaga, na Łotwie, w odróżnieniu od Estonii i Litwy na chwilę powstania tego tekstu w dalszym ciągu istniał obowiązek noszenia maseczek podczas całej podróży dowolnym środkiem komunikacji publicznej, wliczając pociągi) zajmuje nieco mniej niż 3 godziny – po drodze pociąg zatrzymuje się m.in. w Valmierze, Cēsis oraz Siguldzie. Równie Cēsis (hist.pol.Kieś) jak Sigulda należą do najchętniej odwiedzanych przez turystów miejscowości na Łotwie. Położone w północnej części regionu zwanego Vidzeme Cēsis to historyczne miasto Liwońskie, znane kiedyś jako Wenden, malowniczo położone w dolinie rzeki Gauja – słynie przede wszystkim z licznych zabytków, na czele z zamkiem Zakonu Kawalerów Mieczowych, w którym w XVI w. mieściła się siedziba Wielkiego Mistrza zakonu.

W mieście latem odbywają się liczne wydarzenia kulturalne, zwiedzający wyjątkowo cenią spacery po urokliwych uliczkach starówki, zwiedzanie zamku oraz wycieczki w najbliższe okolice. Z kolei położona zaledwie 53 km na północny wschód od Rygi Sigulda słynie przede wszystkim ze swoich tras bobslejowych i narciarskich, zamku w pobliskiej miejscowości Turaida oraz pięknej przyrody. Rzeka Gauja tworzy w tym miejscu piękną dolinę, która ze względu na charakterystyczną rzeźbę terenu nazywana jest często „łotewską Szwajcarią”.

Przesilenie w wielkim mieście

Ryga w przededniu święta Līgo świeci pustkami. Zgodnie z tradycją, podczas hucznie obchodzonego święta (obchody na Łotwie trwają nawet 3 dni i w porównaniu do sąsiadów najbardziej oddają atmosferę tego święta) wielu mieszkańców miasta wyjeżdża nad morze, na jeziora lub po prostu na wieś, gdyż esencją święta Līgo, sięgającego korzeniami daleko w pogańską tradycję, jest m.in. właśnie nawiązanie bliskiego kontaktu z naturą podczas tej najkrótszej nocy w roku. Na łonie natury śpiewane są tradycyjne pieśni, przystrojeni w dębowe wieńce Łotysze raczą się specjalnie robionym na tę okazję serem „świętojańskim“ oraz piwem przy ogromnych ogniskach, celebrując w ten sposób przesilenie letnie.

W odróżnieniu od sąsiedniej Estonii większość muzeów oraz innych atrakcji kulturalnych w Rydze podczas świąt Līgo jest zamknięta.

W okresie innym niż świąteczny, w Rydze godne polecenia są zwłaszcza Muzeum Motoryzacji (Rīgas Motormuzejs http://www.motormuzejs.lv/index.php/en/) oraz Memoriał Žanisa Lipke na wyspie Kīpsala (Žaņa Lipkes Memoriāls https://www.facebook.com/ZanaLipkesMemorials/).

Serce Rygi stanowi kameralna hanzeatycka starówka, pełna licznych zabytków i swoim klimatem przypominająca jednocześnie miasta skandynawskie, takie jak Sztokholm lub Kopenhaga, jak i północnoniemieckie, jak Lubeka czy Brema – położona nad brzegiem rzeki Daugava (Dźwina) – jednak życie miasta pulsuje po przekroczeniu bulwarów, które oddzielają starówkę od rozległych XIX-wiecznych dzielnic.

Pośrodku parku zwanego Bastejkalns, pomiędzy bulwarami Raiņa i Aspazijas stoi jeden z najbardziej rozpoznawalnych pomników Rygi – Monument Wolności (Brīvības piemineklis), od którego bierze początek Brīvības bulvāris, jedna z głównych arterii północnej części Śródmieścia, stanowiącą swoistą oś zabudowanej w większości zabytkowymi kamienicami w stylu Jugendstil Rygi okresu belle epoque. Przy Alberta iela 12 mieści się ciekawe muzeum poświęcone zarówno architekturze, jak i wystrojowi wnętrz charakterystycznych temu stylowi – Riga Art Nouveau Center (http://www.jugendstils.riga.lv/eng/muzejs/).

Dzielnice, położone pomiędzy ulicami Krišjāņa Valdemāra, Brīvības i Aleksandra Čaka, aż do ulicy Bruņinieku na północy, należą do największych zagłębi hipsterskich knajp w krajach bałtyckich, gdzie życie towarzyskie toczy się do późnych godzin nocnych.

W odróżnieniu od Litwy, władze łotewskie nie podjęły aż tak restrykcyjnych środków odnośnie zamknięcia sklepów czy restauracji, które w większości mogły funkcjonować w okresie zamknięcia granic, dlatego też życie towarzyskie w Rydze nie zamarło zupełnie nawet w marcu i kwietniu – aby ponownie rozkwitnąć w drugiej połowie maja.

Ryga bowiem w sposób naturalny stanowi geograficzne centrum krajów bałtyckich, dzięki swojemu położeniu w połowie drogi pomiędzy Wilnem i Tallinnem zyskała już natychmiast po otwarciu granic, gdyż jest to najbardziej dogodna opcja wyjazdu zagranicznego zarówno dla mieszkańców Litwy, jak i Estonii.

Inga Gravite, menedżerka hotelu Mercure Riga Center (http://mercureriga.lv/) potwierdza, że natychmiast po otwarciu granic pomiędzy krajami bałtyckimi, wśród gości hotelowych natychmiast zjawili się Litwini i Estończycy – a po uruchomieniu połączeń promowych pomiędzy Helsinkami i Tallinnem (później również Rygą) także Finowie. Już w ciągu pierwszych dni po uruchomieniu „bałtyckiej bańki“ hotel odczuł wzrost rezerwacji rzędu ponad 10%.

W odróżnieniu od tallińskich hoteli należących do sieci Accor, w Rydze Mercure był jedynym hotelem, który nie wstrzymał działalności na wiosnę – przykładowo inne hotele, jak Pullman lub Ibis były zamknięte do końca maja. Pullman wznowił działalność dopiero 8 czerwca, a Ibis pozostaje zamknięty do dziś. Na chwilę obecną hotel jest wypełniony średnio na 40%. Pani Gravite jednak pozostaje ostrożną optymistką, opracowując webinary, wdrażając specjalny wspólny program zniżek obejmujący trzy hotele sieci Accor – Mercure Riga Center, Ibis Tallinn Center oraz Ibis Vilnius Center – przy rezerwacjach bezpośrednich korzystając z kodu #ACCORBALTICS2020 hotele oferują specjalne ceny do końca b.r.

W kwietniu mieliśmy bardzo niskie obłożenie, natomiast 5 naszych„stałych“ gości z różnych krajów mieszkało u nas przez cały czas. Nie mogli wyjechać z Łotwy i wrócić do siebie ze względu na brak połączeń lotniczych lub promowych oraz zamkniętych granic. Dziś odbijamy się już od dna, mamy coraz więcej rezerwacji, w tym nawet grupowe na wrzesień i październik. Oczywiście, wszystko będzie zależało od tego, czy granice pozostaną otwarte, a podróże możliwe. Pewne kraje – jak np. Rosja – prawdopodobnie jeszcze długo pozostaną zamknięte, więc nie spodziewamy się raczej gości stamtąd. Ogólnie rzecz biorąc, ludzie teraz będą ostrożniejsi w wyborze kierunków wyjazdów, zwłaszcza takich, skąd powrót inną drogą niż lotnicza jest znacząco utrudniony lub wręcz niemożliwy. Lekcje zamknięcia granic w marcu będziemy pamiętali jeszcze długo – mówi pani Inga.

Ryga bez Ciebie nie jest Rygą

Będąc w pełni świadomi roli, którą odgrywa Ryga dla mieszkańców krajów bałtyckich jako atrakcyjna destynacja dla krótkich wyjazdów weekendowych, biuro promocji turystyki Live Riga(www.liveriga.com) dokłada starań, żeby zachęcić przede wszystkim litewskich i estońskich sąsiadów do ponownych odwiedzin. Ryga aktywnie reklamuje się w mediach sąsiednich krajów bałtyckich, rzutkie hasło „Ryga bez Ciebie nie jest Rygą“ (łot. Rīga bez tevis nav Rīga) spogląda również z licznych citylightów na ulicach Tallinna i Wilna. W centrum, przy pomniku Wolności ustawiono instalację tego hasła na wzrost ludzki, z celowym pominięciem litery „Ī“ w wyrazie „Rīga“ – zachęcając w ten sposób mieszkańców i gości miasta do wypełnenia sobą tej pustej przestrzeni przy robieniu zdjęć.

Również pobliska popularna miejscowość nadmorska Jūrmala – zarówno jak położone na zachodnim brzegu półwyspu Kurońskiego Ventspils (Windawa) oraz Liepāja (Lipawa) – na weekendy powoli wypełniają się letnikami, w tym również zza granicy, zwłaszcza z sąsiedniej Litwy, których przyciągają nieco niższe ceny, niż na litewskim wybrzeżu, szerokie piaszczyste plaże i czyste morze.

Ryga to także hub przesiadkowy dla podróżujących po krajach bałtyckich, autobusy LUX Express i Ecolines, zarówno jak innych mniejszczych przewoźników, ponownie łączą Rygę z sąsiednimi stolicami oraz większymi miastami, takimi jak litewskie Kowno, Kłajpeda, Szawle czy Poniewież oraz estońskie Pärnu czy Tartu.

Południowa architektura pod północnym niebem

Wilno (Vilnius) – jest jedyną stolicą nadbałtycką położoną w głębi lądu, więc siłą rzeczy nie ucierpiał z powodu braku turystów morskich, tak jak Tallinn, ale też nie ma możliwości skorzystania z „uprzywilejowanej“ pozycji bycia „pośrodku“, tak jak łotewska Ryga. Bardziej środkowoeuropejskie niż hanzeatyckie Wilno o pięknej, barokowej starówce, pomimo pewnych cech wspólnych, wyróźnia się znacząco na tle Rygi i Tallinna. Południowa architektura pod północnym niebem – tak kiedyś określił to miasto Czesław Miłosz, dodając, że jest to miasto „dziwaczne, zachodzących na siebie, przemieszanych sfer, niczym Triest“.

Również restrykcje epidemiologiczne, wprowadzone przez władze na Litwie były bardziej dotkliwe w porównaniu do bałtyckich sąsiadów.

Jednak również tutaj władze miasta przyjęły innowacyjną postawę i podjęto próbę powrotu do normalności w sposób kreatywny.

Już w ostatnich dniach kwietnia, kiedy rząd litewski anonsował plan stopniowego odmrażania gospodarki, samorząd wileński podjął decyzję o umożliwieniu korzystania z całej przestrzeni publicznej w centrum miasta przez restauracje i kawiarnie w celu ustawiania ogródków letnich, na dodatek bez dodatkowej opłaty – pragnąc w ten sposób wesprzeć wyjątkowo dotkniętą restrykcjami branżę gastronomiczną oraz zachęcić mieszkańców i gości miasta do ponownego „wyjścia na miasto“. Plan się powiódł, wileńska starówka już w maju – nie zważając na wciąż obowiązujące zakazy i restrykcje – ponownie odżyła, a czołówki światowych mediów obiegła informacja o tym, że Wilno staje się „kawiarnią pod otwartym niebem“ – zwróciły na to uwagę Euronews, CNN, The Guardian, BBC, Liberation i inne renomowane media.

Burmistrz Wilna Remigijus Šimašius nie ustawał jednak w realizacji kolejnych pomysłów na rewitalizację miasta – i we współpracy z biurem promocji miasta Go Vilnius (www.govilnius.lt) anonsuje kolejne projekty.

Cały świat na weekend

Na początku czerwca miasto ogłasza projekt „wakacyjny” – w letnie weekendy Wilno pragnie zaprosi mieszkańców do „podróżowania po całym świecie”. Mieszkańcy stolicy, organizatorzy wycieczek i wydarzeń, restauracje, hotele i artyści połączyli siły, aby stworzyć egzotyczne doświadczenie dla mieszkańców miasta, których możliwości podróży zagranicznych są wciąż mocno ograniczone. Zgodnie z oczekiwaniami samorządu, projekt ma pomóc firmom, które straciły ruch turystyczny przetrwać ten sezon wakacyjny.

„Inicjatywa wakacji w Wilnie jest jednym ze środków planu wsparcia, który opracowaliśmy, aby pomóc w odbudowie biznesu, kultury i turystyki. Kreatywne rozwiązania są teraz niezbędne, aby branża turystyczna mogła przetrwać w warunkach kwarantanny. Ważne jest również, aby osoby, które tęsknią za podróżowaniem, miały prosty i wygodny sposób na namiastkę wakacji, który pozwoli im odpocząć od zmienionego rytmu życia i wywołać pozytywne emocje. Zapraszam do Wilna, gdzie wszyscy mogą na nowo odkryć radość z podróży i nieznanych sobie kultur ”- powiedział burmistrz Wilna Remigijus Šimašius, anonsując projekt.

Zgodnie z zapowiedzią, co drugi letni weekend, zaczynając od 5 czerwca, Wilno zamieni się w „inny kraj”. Prezentacja kultury siedmiu krajów, które są bardzo popularne wśród turystów litewskich, w tym Włoch, Indii, USA, Francji, Hiszpanii, Niemiec i Japonii, stworzy klimat egzotycznych wakacji w mieście.

Pierwszy weekend „włoski”, który odbył się w popularnej wśród turystów i artystów dzielnicy Užupis(Zarzecze – https://www.facebook.com/uzupis/), podczas którego odbyły się zorganizowane przez miejscowych działaczy kultury liczne happeningi, jak np. „karnawał w Wenecji” oraz paradę skuterów Vespa, odbił się szerokim rezonansem w mediach litewskich, ale również włoskich.

Z kolei następna inicjatywa miasta, pomimo tego, że cieszyła się nawet większą popularnością wśród mieszkańców miasta, wzbudziła spore kontrowersje w społeczeństwie litewskim.

Emocje na plaży

„Teraz możesz odpocząć na plaży w samym centrum Wilna. Plac Łukiszki (Lukiškės), który przez lata służył różnym celom, takim jak targowisko i miejsce sowieckiego pomnika Lenina, tego lata ponownie zmieni swoje przeznaczenie. W czasach, kiedy nie możemy udać się na wczasy na południe, przenieśmy południowe klimaty do nas!” – oznajmiał oficjalny komunikat samorządu.

Vilnius Open Beach to prawdziwa letnia oaza z miękkim białym piaskiem, leżakami i boiskiem do siatkówki. Atmosfera na plaży zostanie nieco bardziej urzeczywistniona dzięki ryczącym falom morskim emitowanym na wielkim ekranie Telia. A wieczorami ten sam ekran będzie używany do wyświetlania filmów pod gwiazdami. – reklamował nową inicjatywę burmistrz Šimašius.

Już 22 czerwca na jeden z centralnych placów miasta spychacze przywiozły tony piasku i w ciągu zaledwie kilku godzin powstała plaża niczym z prawdziwego zdarzenia, która w założeniu miała działać do 31 sierpnia.

Już następnego dnia „plaża” wypełniła się „plażowiczami”, a Wilno ponownie trafiło na czołówki największych światowych gazet. Ten nieco surrealistyczny widok plaży w centrum śródlądowego miasta, pośrodku placu położonego ok. 1 km od rzeki płynącej przez Wilno, wzbudził wielkie emocje na arenie politycznej kraju. Niektórzy zbulwersowani tym widokiem politycy przypominali o tym, że plac Łukiszki to przede wszystkim miejsce martyrologii – gdzie odbywały się egzekucje m.in. powstańców styczniowych 1863 roku, w okresie II Wojny światowej w gmachu mieszczącym się w bezpośrednim sąsiedztwie placu mieściła się lokalna siedziba Gestapo, a po zakończeniu wojny ten sam budynek okryła ponurą chwałą obecność w nim siedziby NKWD, a następnie KGB. Obecnie mieście się tam Muzeum Okupacji i Walk Wyzwoleńczych(Okupacijų ir lasvės kovų muziejus – http://genocid.lt/muziejus/en/). Z kolei odnośnie samego placu już od lat toczą się dyskusje, które mają na celu wyłonić ostateczną wizję, jak ma zostać upamiętnione to miejsce – przykładowo kilka lat temu nie powiodła się próba ustawienia pomnika Pogoni (który ostatecznie stanął w Kownie) ani też projekt instalacji w kształcie ziemianki partyzanckiej, która miała symbolizować ruch rezystencji Litwy w latach powojennych.

Tak więc pod koniec czerwca i na początku lipca temperatura powietrza stale rosła, plaża na placu Łukiskim działała w najlepsze, a na arenie politycznej toczyły się ostre debaty, które zaowocowały uchwałą Sejmu Litwy, na mocy której został zatwierdzony „memorialny charakter” placu Łukiskiego, który m.in. zakłada, że w tym miejscu mogą odbywać się wyłącznie imprezy, „upamiętniające wydarzenia związane z walkami wyzwoleńczymi”. Kilka dni temu z prawa veto uchwały nie skorzystał prezydent, który również krytycznie wypowiedział się na temat pomysłu plaży na Łukiszkach.

Nie zważając na emocje związane z projektem Vilnius Open Beach, wakacyjne Wilno ma do zaoferowania również inne rozrywki – niedawno została otwarta zrewitalizowana przestrzeń nad rzeką Wilią przy tzw. Białym Moście, wliczając w to właśnie plażę nadrzeczną, boiska do koszykówki i siatkówki oraz inne instalacje rekreacyjne.

Już od miesiąca ponownie otwarte są muzea, w tym najbardziej popularne – Pałac Władców (Valdovų Rūmai – https://www.valdovurumai.lt/) oraz Muzeum Sztuki Współczesnej MO Muziejus(https://mo.lt/en/).

Na starówce wileńskiej ponownie można spotkać – wciąż niezbyt licznych co prawda – turystów zagranicznych, w tym oczywiście Łotyszy i Estończyków.

 

*

Lato to zdecydowanie najlepsza pora roku na odwiedzenie krajów bałtyckich, niezależnie od tego, który kraj wybierzecie. Chociaż najlepiej jednak zwiedzić wszystkie trzy – każdy z nich ma swoje własne, niepowtarzalne oblicze i każdy ma wiele do zaoferowania.

Dzielnice w stylu Bauhaus w Kownie, mewy nad dachami secesyjnych kamienic w Rydze, słońce, które niemal nie zachodzi nad zatoką Fińską w Tallinnie, cichy szum sosnowego lasu na mierzei Kurońskiej, świeży wiatr między drewnianymi domkami na ulicach Lipawy, melancholijny spokój i powaga wzgórza katedralnego w Tartu, ciepłe koloru barokowych kościołów Wilna i bezkres spienionego morza, widziany ze szczytu latarni morskiej w Kõpu na wyspie Hiiumaa – te obrazy na długo pozostaną w pamięci po powrocie z krajów bałtyckich.

Trzy niewielkie i słabo zaludnione kraje na północy Europy, położone na wschodnim brzegu morza Bałtyckiego – Litwa, Łotwa i Estonia – to idealny na pomysł na aktywne letnie wakacje. Atrakcyjna zabytkowa architektura większych miast, liczne akcenty historyczne, średniowieczne zamki, jeziora, piękna przyroda, morze, lasy i liczne parki narodowe, dobra infrastruktura drogowa, dla miłośników podróży koleją – możliwość przejazdów kolejowych pomiędzy większymi miastami w każdym z trzech krajów, komunikacja lotnicza pomiędzy stolicami (a dodatkowo loty krajowe na wyspy z Tallinna) – i co najważniejsze, wysoki poziom bezpieczeństwa, również sytuacja epidemiologiczna nad Bałtykiem ma jeden z najlepszych wskaźników w Europie – wszystko to przemawia na korzyść bałtyckich wakacji.

Dyskusja

Co myślisz o artykule?

Business Traveller

Dołącz do dyskusji