Smaki na poziomie, czyli menu w biznes class

Autor tekstu: , Data publikacji:

Gdyby nie stare seriale, czasy świetności ery odrzutowców a wraz z nimi eleganckie stewardessy, wytworne drinki i homar na pokładzie – dawno odeszłyby w zapomnienie. Jenny Southan sprawdził dla nas, jak linie lotnicze dbają dziś o podniebienia pasażerów wyższych klas.

Dzięki zasobom archiwum Biblioteki Transportu na Uniwersytecie Northwestern wiemy, że w 1979 roku pasażerowie lotu British Airways z Londynu do Bostonu zajadali się potrawami stylizowanymi na czasy elżbietańskie, a czcionki w drukowanym menu przypominały te używane w języku staroangielskim. Dla przykładu: „pudding z kapłona podług receptury panny Duffeld – przygotowany z mielonego mięsa kurczaka, mięsa wieprzowego, masła, posiekanych fig, imbiru i cynamonu” popijano „possetem Sir Francisa – gorącym napojem mlecznym z przyprawami różnymi i likierem wzmocnionym”. W razie wątpliwości, czy nie chodziło tu bardziej o nowinki kulinarne niż o wysoką jakość potraw, warto zauważyć, że okładkę karty dań opatrzono napisem: „Wyśmienite jedzenie”.

Nostalgia za Concordem

Nieco ponad dekadę temu, pasażerowie wyższych klas lecący Concordem z Nowego Jorku do Paryża mieli do wyboru jeszcze bardziej wyrafinowane smaki. Brunch zaczynał się od „płatków mango i kiwi przyozdobionych czerwonymi owocami”, po czym przechodzono do dań ciepłych, takich jak „jajecznica z truflami i medalionami z homara serwowana ze smardzami”. Cóż, wygląda na to, że ten rodzaj kulinarnych przygód zaniknął wraz z odejściem ery lotów ponaddźwiękowych… Nowe wynalazki w postaci piekarników parowych, tosterów i kuchenek indukcyjnych, dzięki którym można opiekać steki wedle życzenia pasażera, gotować jajka w mundurkach i piec pizzę – przyczyniły się do poprawy jakości posiłków serwowanych w samolotach. Obecnie jednak wiele linii lotniczych tnie ostro koszty, więc nie stać ich na modernizowanie kuchni pokładowych. Gdy tymczasem pasażerowie narzekają na niską jakość składników potraw, brak różnorodności i byle jaki sposób serwowania posiłków.

Od czego zależy jakość i smak serwowanych na wysokości 10.000 m dań? Gotowe potrawy, dostarczane na pokład na talerzach (np. mięso i warzywa razem z sosem), muszą znieść trudy transportu do samolotu, gdzie przechowuje się je przez kilka godzin w temperaturze 60°C. Nie powinno więc nikogo dziwić, dlaczego podawany pod chmurami posiłek nie wygląda zbyt zachęcająco. Na szczęście niektóre linie wkładają sporo sił w poprawę jakości posiłków pokładowych, widząc w tym sposób na odróżnienie się od konkurencji. Robin Padgett, wiceprezes ds. cateringu linii Emirates, twierdzi: – Najprościej zaoszczędzić pieniądze na cateringu, ale my oparliśmy się tej pokusie. Nasze posiłki są obfite, przygotowane ze składników wysokiej jakości i z dbałością o szczegóły. Linda Patrice Celestino, dyrektor generalny ds. usług pokładowych w Oman Air, potwierdza: – Menu nie jest dla pasażera najważniejszym kryterium przy wyborze przewoźnika, ale z pewnością decyduje o tym, czy będzie on chciał ponownie wybrać tę samą linię.

Woda, nie alkohole

Czasy się zmieniły. Dziś doświadczeni podróżnicy, którzy często jadają w najlepszych restauracjach, mają coraz wyższe wymagania. Coraz lepiej rozumiemy też pojęcie zdrowego trybu życia, więc linie lotnicze muszą brać pod uwagę zawartość soli, tłuszczu i kaloryczność potraw, a także szczególne potrzeby żywieniowe pasażerów. Padgett dodaje: – Coraz częściej klienci chcą znać składniki potraw oraz ich pochodzenie. Sądząc, że moda na zdrowe żywienie utrzyma się w przyszłości, wprowadziliśmy na pokład opcję „zdrowego posiłku”. Rzecznik British Airways potwierdza tę opinię: – Nasi klienci zdają sobie sprawę z tego, jaki wpływ na umysł i ciało człowieka ma podróż samolotem. Dla przykładu, obecnie na pokłady naszych samolotów zabieramy dużo więcej wody mineralnej niż 20 lat temu. Za to zmniejszyliśmy wybór alkoholi dostępnych w samolotach, ponieważ większość z nich nie była nigdy degustowana. W British Airways zmieniła się również oferta posiłków w klasach premium. Rzecznik linii wyjaśnia: – Zrezygnowaliśmy z serwowania potraw z homara, ponieważ nasi pasażerowie rzadko je zamawiali. Postanowiliśmy pozostać wierni temu, co ludzie po prostu lubią – czyli smacznemu jedzeniu, ale nie takiemu, które jest niezdrowe lub ciężkostrawne. Oczywiście zostawiliśmy parę smakołyków, bo chyba nikt nie wyobraża sobie, by w kabinie pierwszej klasy zabrakło bułeczek z bekonem.

Dyskusja

Co myślisz o artykule?

Business Traveller

Dołącz do dyskusji